Życie na zakręcie

Per aspera ad astra

        Nieświadoma swoich praw i obowiązków wynikających z romansu z żonatym mężczyzną, uroczyście przysięgłaś (sobie), że będziesz trwać w szczęściu i nieszczęściu dopóki go nie rozłączysz (z nią), a później to już tylko raj.

        Coś poszło nie tak…

        Rezerwowany w pośpiechu, w szaleństwie niepewności i oczekiwania hotelowy pokój ma stać się świadkiem bezgranicznej namiętności. Jesteś pewna, że tym razem to spotkanie otworzy wasze “my”.
        Bierzesz prysznic masując z troskliwością swoje ciało, nawilżasz, wcierasz, perfumujesz. Krwistą czerwienią traktujesz paznokcie które za kilka godzin będą zostawiały ślady na jego plecach.Włosy rozpuszczasz, by kaskadą spływały z nieokrytych ramion. Na nogi zakładasz najlepsze pończochy z czarną koronką, do tego pasujące kolorem skąpe majtki i stanik, który ma okiełznać nabrzmiałe już podnieceniem piersi. To wszystko przykrywasz sukienką w kolorze wiśniowej czerwieni. Na koniec subtelne kolczyki. I szpilki. Czarne jak noc i niebotycznie wysokie sprawiają, że twoja kształtna pupa nęcąco się unosi.

         Jesteś gotowa.

Na przygodę, na przyszłość, na już i na zawsze.

         Czekasz.

          Kiedy nieco się spóźnia zaczynasz wpadać w panikę. Normalnie pewnie mogłabyś do niego zadzwonić i zapytać co się dzieje, ale przecież wasz przypadek jest inny, a zarazem tak brutalnie podobny do innych. Żadnych telefonów, żadnych esemesów.

         Jest.

         Opanowując drżenie schodzisz do niego pełna podekscytowania i niepewności zarazem. To nie jest wasze pierwsze spotkanie, a ty za każdym razem reagujesz tak samo. Kiedy bierze cię w ramiona ty patrząc w niebo jesteś pewna, że zobaczyłaś uśmiech gwiazdy. Twoje ciało reaguje natychmiastowo, serce przyśpiesza, oddech staje się krótki i urywany, w jednej chwili robi ci się gorąco mimo, że na dworze minus dwadzieścia stopni a ty w szpilkach i pończochach, które bardziej są ozdobą niż ochroną przed zimnem. Namiętnie muska ustami twoje wargi, które zachłannie do niego przywierają. Z trudnością odrywacie się od siebie by wsiąść do samochodu i dojechać do hotelu.

          Hotele.

          To tam się spotykacie. Zawsze ostrożni, zawsze przezorni, zawsze na pełnej kontroli. Nigdy nie zapytał cię czy tego właśnie chcesz, czy takiego właśnie życia pragniesz i czy ono cię satysfakcjonuje. W końcu to tylko facet, a fakt, że to ty go uwiodłaś zdaje się przesądzać sprawę o twojej zgodzie na jego warunki. Nie jest to jednak moment ani na to, żeby o tym myśleć, ani na to, żeby o tym rozmawiać.                       Zachłanni siebie znaczycie drogę od drzwi do łóżka zdzierając z siebie ubrania. Spleceni i nadzy w oparach namiętności zapominacie o całym świecie. Liczy się tu i teraz, a ty po raz kolejny powtarzasz sobie w myślach, że właśnie na takie momenty warto jest czekać. I kolekcjonujesz chwile, zapach, sekundy, słowa i wspomnienia. Po to by później karmić się nimi, kiedy ciebie będzie zżerać tęsknota, a on będzie w ramionach żony. Krzywisz się na tę myśl, ale nie możesz zaprzeczyć prawdzie. Tak przecież dzieje się za każdym razem.

           Gdy zmęczeni i zaspokojeni leżycie w skotłowanej pościeli to jest ten czas, czas na słowa.
           – Kochanie?
           – Pamiętasz? Nie możemy tak do siebie mówić.
           – Zupełnie nie rozumiem dlaczego – mówisz znudzonym głosem bo już nieraz przerabialiście ten temat i jak dotąd ani on nie podał racjonalnego powodu ani ty nie przestałaś uparcie walczyć o tę namiastkę prawdziwego związku gdzie to miłość, a nie seks odgrywa pierwszą rolę, a ludzie którzy się kochają właśnie tak do siebie mówią.
           – Chyba lepiej to niż po imieniu, przynajmniej nie wpadniesz myląc je z właścicielkami – dodajesz z przekąsem.
           – Naprawdę chcesz się kłócić? – pyta cię on, muskając twój prawy sutek, który natychmiast twardnieje.
           Doskonale wiesz, że to jest wstęp do dalszej części wieczoru, która będzie taka sama jak pierwsza. Zawsze jest tak samo, zawsze brakuje czasu na rozmowę, prawdziwą o was. A kiedy jesteście daleko od siebie boisz się zaczynać ten temat, bo nie zniosłabyś by wystraszony tym zniknął bez słowa.
           Sekundy znaczone orgazmami, ślady na ciele niczym poemat o namiętności, która was zniewoliła. Nic jednak nie jest wstanie powstrzymać upływającego czasu, nikt nie potrafi zabronić słońcu wstać i zapowiedzieć kolejnego dnia, a co gorsza końca nocy, która zdaje się już być tylko wspomnieniem.
           Nim na dworze na dobre się rozjaśni on odwozi cię do domu, żegnając się jak zwykle o tyle z nadzieją co i z barkiem czułości: “Do zobaczenia”. I mimo, że tak bardzo nie chcesz go zostawiać robisz to zdając sobie sprawę, że tak naprawdę to on po raz kolejny zostawia ciebie i wraca do swojego poukładanego, wypełnionego ciepłem rodzinnym domu. A ty zasypiasz wtulona w poduszkę, w pełnym makijażu wylewając łzy tęsknoty i porażki. Wiesz, że za kilka godzin musisz wstać i żyć.

           Sama.

           Aż do następnego razu.

 

“Są takie noce 

od innych łaskawsze

kiedy się wolno wygłupić. 

Wolno powtarzać “nigdy” i “zawsze”,

wolno słowami się upić. 

Tylko nie wolno tej nocy pod różą

okraść, okłamać, oszukać

bo już się będzie odtąd na próżno 

bezsennej nocy tej szukać.”

< Agnieszka Osiecka >

 

1 thought on “Per aspera ad astra”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *