Nie tylko o książkach

Miłość warta grzechu (?) odc. 3

        Zgrabna dłoń ze starannie zrobionym manikiurem objęła go w pasie. Zmysłowe usta musnęły płatek lewego ucha. Na wpół śpiący Jan uśmiechnął się z zadowoleniem. Gdy poczuł, że dłoń sunie w stronę jego podbrzusza, jego członek momentalnie nabrzmiał. Przymknął oczy na myśl o rozkoszy, która na niego czekała. Oddech Alicji łaskotał go w szyję. Alicja… Jak on kochał ich poranki, które zawsze zaczynały się tak samo…
         Jednak głos, który wydobył się z gardła właścicielki ręki przesuwanej rytmicznie w górę i w dół po twardym już penisie, przywrócił go do rzeczywistości.
         – Dzień dobry, kochanie – wymruczała Paulina, zataczając językiem kółka wokół jego sutka. – Jak ci się spało?
         Zsunęła się i zaczęła pieścić jego brzuch. Paulina. Jego żona. Jego ciężarna żona.
Momentalnie otrzeźwiał. Wróciły wspomnienia i zaczęły smagać go niczym bicz.
„Co się z nią dzieje? Dlaczego nie odbiera?”.
         – Wszystko w porządku? – Usłyszał zatroskany głos żony. Jego gotowość znikła.
„Nie! – miał ochotę krzyknąć. – Nic nie jest w porządku! Nie odbiera telefonu, zupełnie nie wiem, co się z nią dzieje! Nie ma jej obok, chociaż powinna być, a ty jesteś w ciąży, chociaż nie powinnaś!”. Zdusił jednak w sobie te słowa. Bał się, że to, co mógłby powiedzieć, zatruje im wszystkim życie. Jego mózg przestawił się na to, co powinien, zamiast na to, co chciałby teraz mówić i robić. Pewnie nawet byłby w stanie zrobić jeszcze jedno podejście do seksu, żeby Paulina nie zaczęła niczego podejrzewać, ale żona już wstała.
         – Tak, skarbie – odparł. – Wszystko w porządku. Jak się dziś czujesz? – zapytał, omijając kwestię swojej niesprawności.
         Paulinie przemknęło przez myśl, że to przez ciążę, ale szybko odrzuciła ten pomysł. To się zaczęło znacznie wcześniej. Przecież jej mąż zawsze miał ochotę na seks, zwłaszcza poranny, a od jakiegoś czasu zaczął unikać tego tematu. Może praca? Ostatnio ciągle nie ma go w domu. Wyjazdy, projekty, klienci… Nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego banalnego, ale jakże upokarzającego pytania.
         – Czy ja cię już nie podniecam? – Skrzywiła się, gdy tylko słowa zdążyły wybrzmieć.
         – Kochanie, to nie ma nic wspólnego z tobą. Jestem po prostu zmęczony.
Spojrzała na niego wymownie, ale ze smutkiem w oczach. Nie miała teraz czasu, aby kontynuować tę dyskusję. Postanowiła wrócić do tematu podczas kolacji.
         – Paulina! – Jan zniecierpliwionym głosem wyrwał ją z zamyślenia.
         – Słucham.
         – Pytałem, czy dobrze się czujesz, czy wszystko w porządku.
         Milczała. Zrzuciła z siebie satynową koszulkę i stanęła przed nim naga. Jego wzrok powędrował na nabrzmiałe, ciężkie piersi i płaski jeszcze brzuch. Trzeci miesiąc, wkrótce ciąża stanie się widoczna.
         Jak Alicja się o tym dowiedziała? Przecież nie zna nikogo z ich otoczenia. Ogłosili tę nowinę dopiero w zeszłą niedzielę podczas obiadu z rodzicami. To był pomysł Pauliny. Kochała celebrowanie takich chwil. Zaprosiła  jego rodziców, swoich braci i matkę, przygotowała wystawny obiad i oznajmiła wszystkim, że spodziewają się dziecka. Do tej pory robi mu się gorąco, gdy sobie o tym przypomina. Bynajmniej nie z podekscytowania.
Nie tak miało być. Podjął decyzję. Zamierzał powiedzieć o wszystkim Paulinie, ale ona wyskoczyła z tą ciążą. Nie jest małym chłopcem, wie, skąd się biorą dzieci, ale przecież się zabezpieczali! Nie lubił prezerwatyw, fakt, ale przecież brała tabletki! Ufał jej.
Omal się nie roześmiał. Ona też mu ufała i co jej z tego przyszło? Od dwóch lat był w związku z inną. Z tą, którą kochał, która była słońcem na niebie jego życia.
Teraz wszystko się skomplikowało. Paulina urodzi mu drugie dziecko, a Alicja nie chce go znać. Westchnął ciężko, jakby chciał przegonić z głowy natrętne myśli.
         Naga żona właśnie wyszła z łazienki, która przylegała do ich sypialni, i przeszła do garderoby. Pytająco wodził za nią wzrokiem, ale nie doczekał się odpowiedzi. Odsunął kołdrę i sam poszedł pod prysznic.
Po kilku minutach wyszedł. Zostawiając mokre ślady na dywanie, przeszedł do swojej części garderoby. Chciał wybrać garnitur na dziś. Paulina spojrzała na jego nagie ciało. Miała na sobie grafitową spódnicę i jedwabną śliwkową bluzkę. Chociaż Jan kochał inną kobietę, potrafił docenić atrakcyjność żony. Jak na czterdziestolatkę prezentowała się nieźle.
         Podszedł do niej, wciąż nagi, i pocałował ją w kark. Uznał, że przede wszystkim musi zachować pozory. Nie może pozwolić, żeby teraz coś się popsuło między nimi. Nie był wyrachowany, ale skoro Alicja go rzuciła, nie mógł stracić również żony i dopuścić do skandalu, jaki na pewno pociągnąłby za sobą rozwód.
Zajęta makijażem Paulina nie zwracała na niego szczególnej uwagi. Przesunął dłońmi wzdłuż jej talii i zatrzymał się na pośladkach. Jego penis zaczął twardnieć. Żona odepchnęła go lekko i wróciła do tuszowania rzęs.
         – O której jedziesz? – zapytała
         – Nie wiem jeszcze, nie planowałem zjawiać się tam przed południem – odparł, przeglądając wiszące koszule. – Dlaczego pytasz?
         – Odwieziesz Zosię do przedszkola? Muszę być wcześniej w firmie. Jestem umówiona z klientem.
         – To ten od strony dla sklepu z antenami satelitarnymi?
         – Tak, pracowałam nad tym wczoraj, kiedy podziewałeś się nie wiadomo gdzie. Czekałam z kolacją. Gdzie byłeś? Nie słyszałam, jak wróciłeś.
         Jan poczuł, że gorąco wpełza mu na szyję, a krawat, który przed chwilą zawiązał, zdaje się go dusić. Na szczęście Paulina schylała się już nad łóżkiem i przewracała jakieś papiery. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego bawi się w papierowe wydruki skoro może zrobić prezentację w komputerze.
         – Spacerowałem. Musiałem przemyśleć kilka spraw – odpowiedział i szybko zmienił temat. – Paulina, nie możesz pracować tyle co wcześniej. Musisz dbać o siebie, o was. Wiesz, że teraz najważniejsze są spokój i odpoczynek.
         – Nie jestem małym dzieckiem, nie musisz tłumaczyć mi takich rzeczy. Czuję się doskonale, więc nie widzę powodów, dla których musiałabym zmienić sposób życia. Przypominam ci, że ciąża to nie choroba.
         Jan pokręcił tylko głową. Zawsze tak samo. Niestrudzona w biegu, aby zarobić coraz więcej, zdobyć coraz więcej. Oferowała swój czas na prawo i lewo, zapominając, że przecież są jeszcze oni – on i Zosia, ich pięcioletnia córka. Czasami miał wrażenie, że są dla niej tylko tłem. Że to praca stanowi sens jej życia. Kiedy właściwie tak bardzo poprzestawiała swoje priorytety?
         Paulina zebrała dokumenty i ruszyła do kuchni. Zwykle zaglądała do Zosi, jednak dziś przyjemność jej budzenia zostawiła Janowi. Wiedziała, że jeśli zaraz nie zabierze się do przygotowania śniadania, spóźni się do pracy.
Z żalem minęła pokój córki. Gdy usłyszała śmiech, skierowała się na schody.
Ściany na dole i na górze były pomalowane na biało. Ich surowy wygląd łamały szaro-srebrne dodatki w postaci wazonów na kwiaty i abstrakcyjnych obrazów. Na piętrze – oprócz ich sypialni z przylegającymi do niej garderobą i łazienką – mieściły się jeszcze pokój Zosi, dwa pokoje gościnne i ogromna łazienka. Dębowe schody ze szklaną balustradą prowadziły na parter – wprost do salonu, który otwierał się z jednej strony na hol, z drugiej na przestronną kuchnię połączoną z jadalnią.
Lubiła swój dom. Dopieszczała go nieustannie, kupując coraz to nowe bibeloty. Stać ich było, w końcu ciężko na to pracowała. Chciała z tego surowego budynku w jednej z najlepszych okolic stworzyć przytulny dom, w którym ich córka może bezpiecznie dorastać. Teraz dołączy do nich nowy członek rodziny, który rósł pod jej sercem. Pogładziła się czule po brzuchu i zapatrzyła na ogród. Z zamyślenia wyrwały ją śmiech Jana i Zosi zbiegających po schodach.
        Córka była jeszcze piżamce. Usiadła na kolanach ojca. Bose stópki unosiły się nad podłogą. Blond loki okalały jej główkę rozkosznym nieładem.
Mimo problemów, które go trapiły, Jan nie odpuścił codziennego rytuału łaskotek przed śniadaniem. Śmiech małej rozbrzmiewał w całym domu. Paulina przygotowała śniadanie i stanęła, opierając się o blat. Z filiżanką parującej kawy w dłoni obserwowała swoją rodzinę.
       – Tatusiu, tatusiu przestań! – krzyczała mała, nie przestając się śmiać.
       – Kochanie, pozwól jej zjeść śniadanie. – Paulina próbowała opanować sytuację, jednak śmiech Zosi był zaraźliwy. Po chwili sama wybuchnęła śmiechem. Jej skarby. Najdroższe skarby.
       Z beztroskiej rodzinnej zabawy wyrwał ich dźwięk telefonu. To była komórka Jana. Zerwał się gwałtownie, niemal zrzucając córkę z kolan, i sięgnął do marynarki rzuconej niedbale na sąsiednie krzesło.
Paulina zobaczyła, że odebrał szybko, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
       – Halo…? – rzucił.
       – Co jej zrobiłeś? Ty draniu, co jej zrobiłeś?!
       – Przepraszam panią… – zaczął grać. To była Laura, przyjaciółka Alicji. Stanowiła przeciwieństwo jego ciepłej i serdecznej dziewczyny. Choć dążyła po trupach do celu, wiedział, że dla Ali zrobi wszystko. – Nie bardzo rozumiem, o co chodzi – kontynuował.
       – O Alicję, ty draniu! Mów, co jej zrobiłeś!
       Jan ponownie poczuł, że robi mu się gorąco. Nagle wróciły jego dawne lęki związane z wczorajszym wieczorem. Jego oddech przyspieszył. Poczuł ucisk za mostkiem i mdłości. Czuł, że stało się coś złego.
Zauważył ruch obok siebie. To Paulina, słysząc niepewność w jego głosie, podeszła bliżej.
       – Czy coś się stało? – zapytał obcesowo. Musiał zapytać.
       – Tak, stało się! Alicja zniknęła!
Szok. Niedowierzanie. Otępienie.
        Paulina patrzyła w osłupieniu, jak telefon wypada Janowi z rąk i roztrzaskuje się o marmurową podłogę ich dizajnerskiej kuchni.

1 thought on “Miłość warta grzechu (?) odc. 3”

  1. Długo kazałaś czekać Kochana z kontynuacją. No i jak zwykle nie mogłam się oderwać od tekstu! Czekam na więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *