Recenzje

Nula Ellwood – Kości mojej siostry

Tytuł: Kości mojej siostry
Autor: Nula Ellwood
Wydawnictwo: Czarna Owca
Kategoria: Thriller psychologiczny

 

Strzał w dziesiątkę?

        Kiedy kończę jedną książkę i nie wiem co czytać sięgam po mój magiczny granatowy notatnik, w którym jest niekończąca się lista książek, które chcę przeczytać. Tym razem padło na “Kości mojej siostry” Nuli Ellwood i muszę przyznać, że podchodziłam do niej bardzo sceptycznie. Pewnie dlatego, że skojarzyła mi się z inną pozycją pt. “Grób mojej siostry”, przez którą nie przebrnęłam.
       Dałam jej jednak szansę i bardzo dobrze, bo wciągnęła mnie totalnie i to już od pierwszych stron.

 

O autorce słów kilka

       Nula Ellwood pochodzi z reporterskiej rodziny. Mając niewiele ponad dwadzieścia lat zdecydowała się na przeprowadzkę do Londynu, ale wtedy marzyła jej się kariera piosenkarki i autorki tekstów. Jednak zamiast tego zajęła się ostatecznie pisaniem książki. To właśnie jej bliscy namówili ją by napisała powieść o reporterce wojennej, która cierpi na zespół stresu pourazowego. Takim właśnie sposobem powstała książka “Kości mojej siostry”.

 

Miasteczko wspomnień

        Herne Bay – rodzinne miasteczko Kate Rafter oraz jej siostry Sally. To z tamtego miejsca pochodzą najtrudniejsze, a zarazem najbardziej trwałe bo pochodzące z dzieciństwa wspomnienia. Niekończące się awantury pijanego ojca, który do granic wytrzymałości katował matkę dziewczynek. Wieczna rywalizacja z młodszą Sally, stawianie w obronie matki, które nieraz skutkowało poważnymi i bolesnymi konsekwencjami. To wszystko sprawia, że Kate ma ochotę uciec z tamtego miejsca jak najdalej. I ucieka. Rzuca się wir pracy jako redaktorka, wyjeżdża jako korespondentka do miejsc skażonych wojną.

        Tymczasem jej młodsza siostra układa sobie życie, poślubia Paula, mężczyznę idealnego i w końcu wraz z jej córką tworzą prawdziwą rodzinę. A jednak coś jest w tych obrazkach nie tak.

        Za pełnymi dobrych chęci wyjazdami na misje kryją się koszmary, które nie pozwalają co noc zmrużyć oka. Za rodzinną sielanką kryje się utrata córki i opary alkoholu.

        Siostry oddalają się od siebie na odległość, której żadna z nich nie jest w stanie pokonać by naprawić tę relację. Nikt jednak nie spodziewa się, że i tak już mocno obciążone losy obu sióstr połączy jedna tragedia, która odmieni wszystko.

 

PTSD

        Zespół Stresu Pourazowego to reakcja na skrajnie trudną sytuację, z którą nasza psychika nie może sobie poradzić.

        Allepo, Syria i mały chłopiec, to obraz, który już do końca życia będzie towarzyszył Kate w snach. Przeżywanie raz po raz tej sytuacji wykańcza ją. Szuka pocieszenia w alkoholu i tabletkach nasennych jednocześnie obiecując sobie, że nigdy nie stoczy się tak jak jej ojciec i siostra. Jednak mimo, że to chwilowe ukojenie to jest ono tak wyczekiwane jak głęboki haust świeżego powietrza. Uspokaja, wycisza, daje ulgę.

        Kate wraca w rodzinne strony kiedy dowiaduje się o śmierci matki, nie była na pogrzebie, chce ją pożegnać. Zatrzymuje się w starym rodzinnym domu, a tam wszystkie wspomnienia wracają. Kiedy pewnej nocy zauważa postać małego chłopca nie jest pewna czy to sen czy rzeczywistość. Jest nawet skłonna przyznać fakt, że zaczyna tracić zmysły, coś jednak nie daje jej spokoju. Podążając tym tropem naraża się na niebezpieczeństwo, a jednak nie ustaje w dążeniu do wyjaśnienia tej sytuacji.

 

Alkohol

         Rozczarowana życiem i przytłoczona nieobecnością córki i wyrzutami sumienia Sally zanurza się coraz głębiej w oparach alkoholu. Oranżeria staje się jej azylem. To tam upija się winem by nie czuć, nie myśleć. Jedyną osobą, która stara się ją z tego wyciągnąć jest jej mąż Paul, jednak i jemu zaczyna brakować już sił. Ogromne nadzieje wiąże z tym co może dobrego dla Sally wyniknąć ze spotkania z dawno niewidzianą siostrą. A jednak i tutaj los zawodzi. Nic się nie zmienia, poza wezbraniem kolejnej fali złych emocji, starych win i nieodżałowanych urazów. Wszystko zaczyna się rozsypywać.

 

Thriller psychologiczny

         Kiedyś pisałam już, że abym ja orzekła iż to była dobra książka jej stopień thrillerowatości musi oscylować wokół mocnej dziesiątki w skali 1 – 10. I z przyjemnością muszę stwierdzić, że w tym przypadku tak właśnie było.
         Autorka stworzyła coś na miarę “Pozwolę Ci odejść” czy “Trumny”.
Książka podzielona jest na trzy części, a te z kolei podzielone są na rozdziały. Nula Ellwood zastosowała tutaj coś co uwielbiam, czyli narrację pierwszoosobową dzięki czemu mogłam poznać punkt widzenia obu sióstr. I to co w pierwszej części wydawało mi się jedynie czarne już w drugiej zyskało odcienie szarości.

 

Pierwsze wrażenie, a zakończenie

        Muszę się przyznać, że kiedy zaczynałam ją czytać, nie byłam pewna czy dobrnę do końca. Tematyka wojny nie jest czymś co należy do moich czytelniczych zainteresowań. A jednak misternie uknuta intryga wciągnęła mnie bez reszty i niektóre rozdziały czytałam wręcz z zapartym tchem. Nic jednak nie przygotowało mnie na zakończenie, które wręcz wyrwało mnie z butów i poddało w wątpliwość absolutnie wszystko, bo jeśli do czegoś takiego może dojść, jeśli coś takiego człowiek jest w stanie zafundować człowiekowi to co jeszcze jest prawdą, a co już tylko wyrachowanym fałszem?

 

Bez znieczulenia

         To nie jest powieść, którą można sobie dawkować przez kilkanaście wieczorów i czytać relaksując się przy malinowej herbatce. To powieść, która wciąga jak chodzenie po bagnach, która zajmuje Ci najpierw kilka minut, a później już nawet nie patrzysz na zegarek, bo akcja jest tak absorbująca, że czas przestaje mieć znaczenie.
         To ten rodzaj powieści, którą czytasz i mimo, że nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak można w ten sposób postępować, to nie traci przy tym ani grama z realności i jesteś w stanie uwierzyć, że gdzieś tam, naprawdę miała miejsce taka historia.
         To taka książka, która stawia Cię przed takimi faktami, że jeżą się włosy, a jednak nie ma w sobie nic z horroru. To najprawdziwsza prawda i może właśnie dlatego jest tak druzgocąca. Podawana bez znieczulenia prosto do układu czytelniczo – nerwowo – sercowego.
Obezwładnia, emocjonalnie rozbraja, sprawia, że brakuje ci tchu, ale ani na moment nie chcesz jej odłożyć śledząc losy bohaterów.

 

Bez słodyczy

        W wielu książkach, które pretendowały do miana thrillera spotkałam się z tym, że zawsze prawda owinięta była w jakiś barwny papierek. W coś co amortyzowało jej dostanie się do serca, w jakieś nieścisłości, niedopowiedzenia. I za każdym razem z rezygnacją kręciłam na to głową, bo to tak jakby słodzić ciepłą wódkę, jakby skakać na bungee z pięciu metrów. Takie całkowicie bezpłciowe i bez sensu. To jeden z kolejnych powodów dla których zachwyciłam się tą książką. Autorka nie omamia czytelnika, nie traktuje go jak dziecka, nie asekuruje prawdy i jej nie osładza. Ona rzuca tą prawdę prosto między oczy i to właśnie czytelnik decyduje co z nią zrobi.

 

Bezcenna

        Zagadnienie PTSD czy alkoholizmu, mimo, że tutaj zostały jedynie pobieżnie przedstawione dają do myślenia. W czytelniku rodzą się pytania, czy życie na krawędzi wojny ma sens, kiedy równie dobrze możemy siedzieć sobie w swoim ciepłymi mieszkanku w kraju, w którym panuje pokój. Czy ma sens narażanie się dla zupełnie obcych ludzi? Czy jest w nas ludziach coś jeszcze z człowieka? Nie da się również nie porównać wyniszczania przez wojnę z wyniszczaniem przez siebie samego środkiem jakim jest alkohol. Gdzie jest granica między ulgą, a uzależnieniem zarówno w kwestii picia jak i faszerowania się tabletkami psychotropowymi. To książka która ma drugie dno. To książka, która nie jest jedynie przedstawieniem jakiejś tam historii, ale także opowieścią o człowieku w dzisiejszych czasach, o jego słabościach, o jego upadku.
Jeśli tylko zechcemy wyczytamy z niej drugą prawdę, jeszcze inną, bardziej brutalną, ale zawsze prawdę. Jeśli będziemy mieć odwagę otworzymy się na pytania jakie stawia autorka i podejmiemy ryzyko odpowiedzi na nie. Ryzyko rozczarowania, smutku, wstrząsu, ale także skonfrontowania się z samymi sobą.

 

Czas na werdykt

        Chociaż o tej powieści i tym co za sobą niesie mogłabym mówić i mówić czas na podsumowanie.
        Kości mojej siostry to prawdziwy thriller psychologiczny, który mrozi krew w żyłach, zapiera dech w piersi, a przede wszystkim ukazuje skomplikowane ścieżki ludzkiej psychiki. Książka, która zostaje w człowieku na dłużej żłobiąc w mózgu pytania, które dotyczą każdego z nas.
Jeśli o mnie chodzi polecam.

Zdecydowanie polecam!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *