Recenzje

Chris Carter – Nocny prześladowca

Tytuł: Nocny prześladowca

Autor: Chris Carter

Wydawnictwo: Sonia Draga

Kategoria: Thriller/ sensacja/ kryminał

 

Tak, znów Hunter

        To już trzecia część serii o Davidzie Hunterze, którą miałam przyjemność przeczytać. Zostały mi jeszcze trzy, które wpisują się na moje najbliższe plany. I mimo, że mam już trochę dość tego geniuszu głównego bohatera, który w każdej części na nowo jest przypominany to jednak sama fabuła jest tak wciągająca, że nie potrafię się książkom Chrisa Cartera oprzeć.

 

Kolejny popapraniec

        Tym razem na dzień dobry spotykamy się na zapleczu nieczynnego sklepu mięsnego gdzie znajdują się zwłoki kobiety. Ma ona zaszyte usta i krocze, co sprawia, że otwieramy oczy z przerażenia zastanawiając się najpierw jak w ogóle do takie bestialstwa może dojść, zaraz później nad tym co to wszystko może znaczyć. Wiadomo, że psychopatyczni mordercy zawsze mają jakiś “głęboki” przekaz do oddania i silą się na potęgę by było jeszcze groźniej, mocniej, tragiczniej. Tak było i tym razem.

       Kiedy ofiara zostaje przewieziona do miejsca, w którym ma się odbyć sekcja niczego nie spodziewający się doktor Winston oraz jego młodziutki asystent przystępują do działania. Nie trwa to zbyt długo, gdyż dochodzi do tragedii, a z ciała w zasadzie nie ma już co zbierać. W sumie to z żadnego z ciał.

To stawia policję LA na nogi, krew i adrenalina buzuje im w żyłach i są zdeterminowani by znaleźć mordercę.

       I tutaj na scenę wchodzi Robert Hunter i jego partner Carlos Garcia. Kluczą, błądzą, szukają, wspomagając się słodową whisky.

       W tym samym czasie swoje śledztwo w sprawie mogącej mieć związek z tą prowadzoną przez policjantów prowadzi Whitney Meyers. Ich drogi się krzyżują w mieszkaniu jednej z ofiar, co może prowadzić do współpracy. Jednak David jest nieufny w stosunku do pani detektyw.

Czy ostatecznie zgodzi się nawiązać z nią współpracę? Czy znajdzie się kolejne w bestialski sposób okaleczone ciało? Czy zagadka zostanie rozwiązana?

 

Jestem na tak!

        Thriller to thriller, ma być ciekawie, krwawo, nieoczekiwanie. Mam czuć dreszczyk emocji, a na koniec ma mnie to wszystko zwalić z nóg i powinnam upaść na kolana z zaskoczenia. Czy tak było?

        Pomysł z zaszywaniem ust i krocza jest o tyle ciekawy co chyba przekraczający pewną granicę. Społeczeństwo czytelników jest jak narkoman, najpierw kręcą ich małe dawki, później przestają wystarczać. Przed autorem stoi wyzwanie napisania coś, czego jeszcze nie było, czegoś brutalniejszego, czegoś co miażdży. I to się Carterowi udało, ale czy nie poszedł za daleko? Aż strach pomyśleć o czym będzie w następnych częściach.

        Mimo wątpliwości czy pewna granica nie została przekroczona mój głód czytelniczy w tym aspekcie został zaspokojony.

Dynamiczna akcja, nieoczekiwane zwroty dały mi tę dawkę adrenaliny jakiej oczekiwałam. Byłam tak wessana w wydarzenia jakie się rozgrywały tak, że zupełnie nie miałam czasu na spekulacje o tym kto jest mordercą. Co nawet samą mnie zaskoczyło. Jednak wyszło mi to jak najbardziej na dobre, bo dzięki temu zakończenie okazało się jeszcze bardziej smakowite i zaskakujące.

        Historia w historii, jaka została wpleciona do śledztwa, była nie mniej tragiczniejsza i mrożąca krew w żyłach niż same morderstwa i śledztwo.

A jednak mimo tych wszystkich plusów było niewiele mniej minusów, które mi zgrzytały podczas czytania.

 

Jestem na nie!

         Sama postać Blake irytuje mnie już od poprzedniej części. Zdecydowanie wolałam komendanta. Kiedy ona się pojawiła najchętniej jej wypowiedzi omijałabym szerokim łukiem. Są tak trywialne, że zęby bolały mnie od zaciskania. Jej pytania, które zadawała śledczym były na poziomie kogoś prosto z ulicy, kto nie ma żadnego merytorycznego przygotowania. Za każdym razem zastanawiałam się jak taka ograniczona mentalnie kobieta dostała się na tak wysoki stołek i powiem Wam, że książkę skończyłam, a nadal nie mam pojęcia. Jak dla mnie jej postać mogłaby zostać unicestwiona, i szczerze Wam powiem, że kiedy wydarzyła się ku temu okazja mocno ubolewałam nad tym, że do tego nie doszło.

          Właśnie ta okazja jest kolejną sprawą, która mi się nie podobała. Dlaczego autor postąpił tak sztampowo? Dlaczego wplątał ją w to wszystko? I ten Hunter, który w sekundzie zrozumiał jej przekaz… To już było ponad moje czytelnicze siły. A gdzie jakiś realizm? Dlaczego wszystko szło tak łatwo? Dlaczego takie zakończenie tego wątku jak w bajce? Oczywiście powiecie ofiar było mnóstwo, jasne, ale miałam wrażenie, że historia z Blake została tam włożona jakby na siłę. I bardzo, ale to bardzo mi się to nie podobało.

          Kolejną sprawą jaka mi zgrzytała były błędy merytoryczne takie jak na przykład z tymi śladami za zasłoną. Najpierw Hunter dedukuję, że morderca jest do granic możliwości opanowany bo ślady są nienaruszone. Kilka rozdziałów później policjanci skarżą się, że nie mają nic konkretnego, bo wszelkie ślady zostały rozmazane lub usunięte. To w końcu jak? Albo rybki, albo akwarium.

         Druga kwestia : “Wstrzymywała oddech przez kilka minut” – i to nie ofiara, żeby w jakiś sposób przeżyć, wtedy jeszcze bym zrozumiała, determinacja życia i w ogóle. Ale to była Blake na miejscu zbrodni. Nie chcę mi się wierzyć, że stała tam nie oddychając, nawet biorąc pod uwagę smród jaki tam panował. To się nie klei. Nic, a nic.

Następna kwestia dotyczy pierwszej ofiary, skoro zeskoczyła ze stołu, dlaczego bomba nie wybuchła wtedy tylko dopiero dużo później?

         Niby niuanse, jednak jeśli czyta się uważnie takie właśnie szczegóły budzą wątpliwości co do reszty faktów przedstawionych w książce.

         No i na koniec sam Hunter – genialne dziecko swoich rodziców. Z ciemną przeszłością, a jakże. Lubię go, naprawdę go lubię, ale czytanie co chwilę o jego ponadprzeciętnych umiejętnościach staje się irytujące poza tym tutaj też jest pewna nieścisłość. W pierwszej części autor mówi o jego pracy doktorskiej, która stała się lekturą obowiązkową dla FBI, w częściach drugiej i trzeciej jest to już tylko praca magisterska. Czyli jednym słowem jego osiągnięcia naukowe zostały zdegradowane.

 

To co po niej zostało…

         Niby mogłoby się wydawać zwykły thriller, do przeczytania, poemocjonowania się i zapomnienia, a jednak nie.

         Czytając historię o tym perwersyjnie brutalnym mordercy, dochodząc do zakończenia, zostały ze mną dwa pytania.

         Po pierwsze: czy nieszczęśliwe dzieciństwo zawsze jest powodem wypaczenia w życiu dorosłym? Czy jest na to jakaś reguła? A idąc tym tropem to nasuwa się inne pytanie, czy ktoś, kto miał szczęśliwe dzieciństwo może przeobrazić się w psychopatycznego mordercę? Czy jedno drugim można wytłumaczyć i rozgrzeszyć? W sensie uniewinnienia?

         Po drugie czy to jest sprawiedliwe, że ktoś taki, kto stał się psychopatycznym mordercą po przeżytej w dzieciństwie traumie ma prawo być leczony w zakładzie psychiatrycznym zamiast odsiadywać wyrok w więzieniu, bądź pójść na krzesło elektryczne? A jeśli orzecznicy się pomylą i tak na prawdę ten człowiek nie jest chory tylko udaje to dlaczego ma się wywinąć od kary? I czy my ludzie nie nadaliśmy sobie zbyt wielkiej władzy sądzenia wśród szarości podczas gdy łatwiej byłoby rozróżnić tylko czarne i białe. Bo przecież albo ktoś zabijał albo nie. Tu nie ma miejsca na wątpliwości.

         To temat rzeka, pytania mnożą się w nieskończoność i mimo, że bardzo bym chciała uzyskać jasne odpowiedzi to jest to zwyczajnie niemożliwe. Niestety.

 

Co z tą książką?

         Mimo, że książka ta ma kilka minusów nie mogłabym jej całkowicie skreślić, bo tak jak napisałam, cechy thrillera spełnia. Mrozi krew w żyłach i przeraża okrucieństwem, akcja rozwija się błyskawicznie, a krótkie konkretne rozdziały sprawiają, że czyta się samo.

         Jeśli tylko wybaczymy autorowi niedociągnięcia, a Hunterowi to, że jest taki doskonały da się to zjeść. Może nie na wystawnej kolacji, ale na szybki lunch będzie jak znalazł.

Polecam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *