Życie na zakręcie

Weź mnie za rękę

        Rozmawiali godzinami. Nie wiedzieli o sobie nic, a jednak jakaś siła jak magnes przyciągała ich do siebie. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że to nie jest dobre. Pod każdym względem popełniali błąd, a jednak ona nie potrafiła mu się oprzeć, on nie potrafił trzymać się zasad.

        Z dnia na dzień siła, która ich połączyła zdawała się rosnąć, a relacja zamiast wyciszać się strofowana przez wyrzuty sumienia wybuchała coraz to pełniejszym płomieniem. Złudne poczucie, że panują nad sytuacją poddało się idąc w siną dal. Płynęli po oceanie ryzyka stawiając na szali wszystko co mieli. Kusiła go, zwodziła, nęciła, niczego nie obiecywała, ale dawała wszystko. Kochała.

        On nawet jeśli chciał dawać, nie mógł. Karmił ją słowami, co chwila przypominając, że nie ma czegoś takiego jak ich wspólna przyszłość. Zagłuszał tym wszystkie wyrzuty sumienia. Szła w to w jak ćma do lampy. Spalała się raz za razem, a jednak nie potrafiła odejść. Świadomie nie obiecywała sobie niczego zaś podświadomość szalała i produkowała obrazki scenariusza kiedy on będzie tylko jej. Porzuci dotychczasowe życie. Zrobi dla niej wszystko bo przecież to, co ich połączyło było wyjątkowe.

***        

         Kiedy zdecydował, że w to wchodzi, kiedy po rozmowie z samym sobą podjął decyzję, a nawet poklepał sam siebie po plecach dla otuchy, kiedy postawił wszystko na jedną kartę i zniszczył życie kobiecie, której kiedyś ślubował wierność do końca życia zadzwonił telefon.

– Pan Marek Ziewłocki?

– Tak, o co chodzi?

– Marta prosiła bym zadzwoniła w jej imieniu. Chciała się pożegnać. Mam przekazać: “Dziękuję za wszystko”. Zatem przekazuję. Pozdrawiam.

         Ziemia usunęła mu się z pod nóg. Na skronie wystąpiły krople potu, oddech stał się krótki, przysiadł na ławce i pierwsze co zrobił w pośpiechu wyciągnął schowany przed chwilą do kieszeni telefon. Nie chciał w to wierzyć, był pewien, że to jakiś głupi żart. To niemożliwe. “Abonent czasowo niedostępny” – szeptał mu do ucha głos nieznajomej kobiety. Zrobił wszystko, napisał maila, słał esemsy. Nic, kompletnie żadnej odpowiedzi.

***

         Sen nie przychodził. Czas odmierzały mu wspomnienia. Uświadomił sobie, że zakochał się w tej dziewczynie bez pamięci. Do żony nie miał po co wracać, zresztą nie chciał być z kimś kogo przestał kochać. To Marty pragnął. To z nią chciał kupować świat na raty. Z nią, wszystko z nią. A teraz nic. Cisza. Pustka bez dna i ta niemoc. Gdyby tylko wiedział gdzie mieszka, nie leżałby teraz w hotel tylko stał u jej drzwi. 

***

        Tej nocy na oddziale onkologii Marta żegnała się z rodzicami, jej ciepły uśmiech zdawał się przeczyć wszystkiemu co właśnie się odbywało. Tylko oczy. W oczach było wszystko. Rozczarowanie, które przyniosła ostatnia chemia, niemoc i pretensje do losu, bezgraniczna miłość do rodziców, którzy byli z nią w ostatnich chwilach. A ta mała iskierka to wdzięczność. Dla Marka. Za to, że był. Dla niej, z nią, przez tych kilka chwil pokazał jej takie oblicze miłości, o istnieniu którego nie miała pojęcia. Nie chciała, żeby był teraz tutaj i patrzył jak gaśnie, chciała by pamiętał jej śmiech.

         Była 2.45 kiedy po jej policzku potoczyła się samotna łza. Odeszła.

***

         Tydzień później na Moście Poniatowskiego o czwartej nad ranem grupka wracających z imprezy młodych ludzi zauważyła postać, która stała na barierce.

       Zanim któreś z nich zdążyło wyciągnąć telefon by zadzwonić po pomoc, mężczyzna skoczył.

***

Weź mnie za rękę

lećmy do nieba!

Nie trzeba nam ubrań

i chleba nie trzeba.

Do gwiazd Wielkim Wozem

za chwilę ruszamy

świat zostawiamy

za nami.

(Anita Lipnicka frg. “Calma”)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *