Recenzje

Chris Carter – Egzekutor

Tytuł: Egzekutor

Autor: Chris Carter

Wydawnictwo: Sonia Draga

Kategoria: Thriller / sensacja / kryminał

 

Znów Carter

         Pisząc poprzednio o Krucyfiksie, o którym możecie poczytać tutaj, wspominałam, że zamierzam przeczytać całą serię książek z nieprzyzwoicie seksownym i bystrym Hunterze i jego partnerze Garcii.

         A skoro ja coś postanowiłam to wiadomo, że choćby się waliło i paliło ja tak właśnie zrobię. Co też uczyniłam. Kolejną książką z kolekcji jest “Egzekutor”.

         Umościłam się wygodnie w fotelu z kubkiem gorącej herbaty, ciepłym kocykiem i wyruszyłam w świat seryjnych morderców Los Angeles.

 

Znów Hunter

          Robert Hunter dał się poznać w Krucyfiksie jako przede wszystkim zdolne dziecko. Ukończył przed czasem szkołę oraz Uniwersytet, napisał też praca doktorską, która stała się podręcznikiem na Akademii FBI. W dodatku to jest bezwstydnie przystojny facet, którego nie interesują stałe związki. Zakochany jest bez pamięci, ale w whisky słodowej. Nie przebiera w środkach, a jego siły perswazji nie powstydziłby się nie jeden charyzmatyk.

           Kiedy do pomocy dostał nowego partnera nie był tym w ogóle zachwycony, wręcz przeciwnie, mocno upierał się, że we wszystkim da sobie radę sam. Jednak z dnia na dzień jego zaufanie, ale i szacunek do Garcii rośnie. Zawiązuje się ciekawa współpraca oparta na zaufaniu a przede wszystkim wzajemnej odpowiedzialności. Sprawa Krucyfiksa mocno ich do siebie zbliżyła, dlatego kiedy dostają kolejne śledztwo w sprawie morderstw ich team działa jak dobrze naoliwiona maszyna.

           W tej części kobiet jakby jest mniej, ale do końca nie byłam w stanie ustalić czy to z powodu tego, że autor nie miał pomysłu na jakiś mały romans na boku czy dlatego, że Robert Hunter nauczony doświadczeniem obawiał się, że kolejna kobieta z którą pójdzie do łóżka również okaże się morderczynią.

Tyle z faktów, tyle o Hunterze. Zabierzmy się za fabułę.

 

Witaj w świecie zwyrodnialców

           Kiedy na schodach kościoła zostają odnalezione zwłoki księdza z łbem psa zamiast jego własnej nie ma wątpliwości, że do tej sprawy zostaną wezwani Hunter i Garcia. Tak samo jak oczywiste jest to, że aby zachować poufność informacji zostanie im przydzielony ten sam pokój na górze, który dzielili przy sprawie mordercy wycinającym krzyże na karkach swoich ofiar.

         Nie dziwne było również to, że popis w kościele nie był ostatnim słowem mordercy. To dopiero początek.

         Ktoś krąży po mieście i bestialski sposób torturuje swoje ofiary. Sposób tortur jest jednym z najbardziej bestialskich jakie są możliwe, gdyż funduje im randkę sam na sam ze swoimi najbardziej przerażającymi lękami. Zanim jednak panowie detektywi do tego dojdą przez chwilę na miejscu pierwszej zbrodni bardzo poważnie biorą pod uwagę możliwość morderstwa rytualnego. Ręce księdza złożone jak do modlitwy, na piersiach napisana liczba trzy. Nic dziwnego, że biorą to pod uwagę. Jednak morderstwo drugiej ofiary obala im tę teorię. Znów są w kropce. A dodatkowo nowa szefowa mimo, że przydzieliła im jeszcze jedną osobę do pomocy nie przestaje na nich naciskać.

         Detektywi czują presję. Przełożona, prasa, a nawet burmistrz nie ustają w pytaniach kiedy ci w końcu zrobią coś pomoże dopaść mordercę bądź sami go dopadną. Nadzieją napawa ich nastoletnia dziewczyna, która zgłasza się do nich z pewnymi wiadomościami, które mogą ich przybliżyć do schwytania tego nieprzebierającego w środkach i metodach zwyrodnialca.

        Czy to się uda? Czy będą potrafili wiadomości i tropy odpowiednio wykorzystać? Czy staną na drodze dalszym morderstwom i cierpieniu ofiar?

No cóż.Ja już wiem.

 

I co ja na to?

          Krótkie rozdziały i galopująca akcja sprawiają, że książkę czyta się ekspresowo. I ten Hunter, no nie mogę się nie przyznać, że to facet, że którym chętnie bym…się napiła tej whisky. Mimo, że nienawidzę.

          Jego ostry jak brzytwa umysł i charakter buntownika przyciągają uwagę i Garcię. Nic dziwnego, że tak do siebie pasują skoro jeden jest jak ten zły glina, a drugi świetnie potrafi zagrać rolę dobrego.

         Od początku książki autor miesza nam w głowach bo akcja toczy się podwójnie, taki bonus, ciśnie mi się na usta co jeszcze na koniec dostaniemy w bonusie, ale nie chcę psuć zabawy tym co jeszcze nie czytali.

         Mogłabym napisać, że akcja trzyma w napięciu, że autor z każdą stroną nas zaskakuje, ale u Cartera takie słowa wydają mi się zbytnią oczywistością.

Powiem za to coś innego, pomysł na fabułę był przedni. Bo kto nie ma lęków? Każdy ma, każdy się czegoś boi, a gdyby tak stanąć z najgorszym naszym strachem twarzą w twarz i to nie w przytulnym zaciszu gabinetu u terapeuty i to jeszcze na kozetce. Nie, tutaj morderca w najbardziej wyrafinowany sposób wykorzystuje swoja wiedzę i wciela plan w życie. Autor doprowadza do tego, że czytelnik sam zaczyna się zastanawiać co byłoby gdyby ktoś się dowiedział o jego największym lęku i to w tak brutalny sposób wykorzystał. To dopiero jest napięcie i dreszcz przebiegający przez ciało. Muszę przyznać, że to Carterowi udało się bardziej niż w Krucyfiksie.

 

A co mu się nie udało?

         Przeboleć nie mogę kwestii tej nastolatki i zakończenia. Co prawda domyśliłam się kto jest zabójcą dużo wcześniej (Wiecie jakie to proste? Wystarczy wyeliminować wszystkich, którzy nim nie są. 😀 Brawo ja!) jednak ani trochę nie przeszkodziło mi to w delektowaniu się w dalszym ciągu książką. Byłam niezmiernie ciekawa motywu oraz tego jak do tego dojdą detektywi. To mnie intrygowało od samego początku. Jaki motyw może mieć tak brutalny człowiek? Jak bardzo złym trzeba być, żeby dopuszczać się takich zbrodni?

         Wracając do dziewczęcia. No nie, ja tego nie kupuję. Uważam, że niepotrzebnie została do tej powieści wprowadzona i to w dodatku bocznymi drzwiami. Przeszło mi nawet przez głowę, że autor chciał się w ten sposób asekurować. Zupełnie niepotrzebnie. Książka i bez (o zgrozo!) medium obroniłaby się sama. Mało tego może byłaby jeszcze lepsza. Autor i tak wystarczająco nagiął pewne sprawy jeśli o realność chodzi, i to by wystarczyło. Po co mu była ta dziewczyna szczerze Wam powiem pojęcia nie mam.

          Jeśli jednak zrobić bilans wszystkich faktów i odczuć książka i tak zdecydowanie kończy na plusie. Przynajmniej u mnie.

W związku z tym Wam z czystym sercem polecam.

A jakże. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *