Recenzje

Alice Feeney – Czasami kłamię

Tytuł: Czasami kłamię

Autor: Alice Feeney

Wydawnictwo: W.A.B.

Kategoria: Thriller psychologiczny

 

I znów tyle szumu

         Jakiś czas temu, a działo się to całkiem niedawno na Instagramie prym wiodły zdjęcia książki, o której dzisiaj chcę napisać.

Dałam się uwieść. Nie wiem czy bardziej tym zdjęciom czy faktowi, że jest to jednen z moich ulubionych gatunków literackich.

         Pisząc zdjęciom mam na myśli oczywiście częstotliwość ich wstawiania i mnogą obecność na Instagramie, bo na pewno nie okładkę, która mi się nie podoba i uważam, że jest tak oderwana od książki jak główna bohaterka od życia.

         No dobrze, zacznę od początku.

 

Wszyscy mówią prawdę, a i tak każdy kłamie

         Główną bohaterkę poznajemy w niezbyt komfortowej sytuacji. Jest uwięziona w swoim ciele, na szpitalnym łóżku. Nie może mówić, nie może się ruszać. Wszyscy twierdzą, że jest w śpiączce. Ale tak naprawdę wszystko słyszy, czuje. Dzięki strzępkom wypowiedzi pielęgniarek i lekarzy dowiaduje się gdzie jest i co tak właściwie się stało. Ale dopiero rozmowy jej siostry z mężem, o którym twierdzi już na początku książki, że jej nie kocha napełniają ją nieufnością i przerażeniem. Skąd wzięły się na jej ciele te sińce i otarcia? I dlaczego policja zabiera Paula?

         Problem właśnie tkwi w tym, że Amber Reynolds oprócz tego, że kłamie, że jest w śpiączce, ma też amnezję. Dlatego ze zdumieniem słucha o wypadku, który jej się przydarzył i nijak nie może sobie przypomnieć okoliczności, które do niego doprowadziły.

 

Amber Reynolds

        Narracja prowadzona jest trzytorowo.

        Mamy spojrzenie na czasy obecne, czyli dzień po Bożym Narodzeniu, czasy z przed wypadku oraz czasy dzieciństwa jej i jej siostry.

         Z opowieści samej Amber dowiadujemy się, że przed wypadkiem pracowała jako spikerka w radiu, tam miała swoją przyjaciółkę Jo, oraz znienawidzoną współprowadzącą Madleine.

        Czasami życie wymagało od niej zagrania fałszywymi kartami co też czyniła aby tylko osiągnąć swój cel.

Czy wygrała ostatnie rozdanie? Cóż….

 

Dzienniki i pamiętniki

         Trzecią z narracji prowadzi mała dziewczynka, jej dziennik jest z 1992 roku. Tam opisuje swoje dziecięce przeżycia i problemy, a także przyjaźń z dziewczynką o imieniu Taylor.

         Spojrzenie z dziecięcej perspektywy na jej świat na początku wydaje się odczepione od fabuły książki. Wszystko jednak nabiera sensu z czasem, kiedy losy tej powieści zaczynają się ze sobą splatać. 

 

Thrillerowatość

        Czas na spojrzenie na tę książkę jak na thriller psychologiczny skoro za taki pragnie być uważana.

        Fabuła, która niemal na każdej stronie stawia znak zapytania odnośnie coraz to nowych kwestii. Wciąga niczym ruchome piaski. Gdy zacznie się czytać naprawdę ciężko jest odłożyć tę książkę z powrotem na półkę.

Akcja przyśpiesza, to znów na chwilę zwalnia by z całą siłą runąć w dół.

        Muszę przyznać, że te trzy punkty widzenia nadają lekturze smaku i sprawiają, że nie staje się ona oczywista. Czytelnik kluczy i nie wie komu tak naprawdę może wierzyć. Czy w ogóle komuś może?

Był taki moment, kiedy zaczęłam wątpić w samą siebie i to mi się w tej książce najbardziej podobało. Zwodziła, mamiła, dzieliła półprawdami i karmiła kłamstwami.

        Tego oczekuję od dobrego thrillera i to właśnie dostałam.

 

Ale, żeby nie było tak różowo

        Jest jednak w tym wszystkim coś co mnie uwiera i stawia pod znakiem zapytania moją ostateczną ocenę. Czuję się trochę jak ta bohaterka uwięziona w ciele. Wiem, że coś nie gra, ale nie potrafię nazwać tych wszystkich rzeczy po imieniu.

        Może nastąpił tu przesyt, pomysł na książkę przedni, intryga goni intrygę, ale czy nie było te wszystkiego za dużo? Czy nie dzieje się tak, że po piątym szoku, jakiego doznajemy przy czytaniu zaczynamy tęsknić za akcją niczym spokojną taflą wody po to właśnie by docenić te mocniejsze fragmenty?

        Czy główna bohaterka jest do końca postacią pozytywną? Czy nikogo oprócz mnie nie drażnił jej brak stanowczości, jej nieustanne pozwolenie na to co robią wszyscy wokół? Czy autorka nie poszła na łatwiznę mydląc nam oczy coraz to nowymi zwrotami akcji zamiast poprowadzić choćby jeden wątek do końca i pozwolić mu się rozwinąć?

         Z tymi pytaniami już pozostanę.

Może z czasem przyjdą na nie odpowiedzi.

A może nie.

 

I na koniec…

Nazywam się Monika Mróz.

Książka mi się podobała.

Czasami kłamię.

6 thoughts on “Alice Feeney – Czasami kłamię”

  1. Jak zwykle świetnie napisane 🙂 Hmm… to już robi się nudne, wiesz? 😛 Mimo to, aż mam ochotę przeczytać tę książkę jeszcze raz 🙂

    1. Och, jakże ja uwielbiam jak Ty mnie miziasz po… ego:)
      Cieszę się, że doszedłeś. Do takich wniosków. 😀
      Jest o czym dyskutować. A dyskusja z Tobą zawsze, wszędzie i o każdej porze. :))):*

      1. Ależ przyjemność po mojej stronie 😀 Uwielbiam Twoje teksty i zawsze przy nich dochodzę… do wniosku, że są naprawdę zaje…fajne 😁 Nie omieszkam o tym pisać, gdyż bardzo lubię rozbudzać Twe zmysły, że o łechtaniu i doprowadzaniu Twojego… ego do apogeum, nie wspomnę…

        1. Kiedy swoim zwinnym językiem. Pisarskim. Łechtasz moją… Próżność. Zawszę dochodzę. Do wniosku, że totalnie nie potrafię Ci się oprzeć. :P:*
          Jesteś w tym po prostu dobry, najlepszy!! 😀
          I wiesz, że czekam na bloga, Ty musisz być mój i koniec kropka. 😀

    1. Ha, ha, ha słuchaj, mam lepszy plan. Przeczytaj, a wtedy podyskutujemy o niej. Będziesz miała własne zdanie i zrobimy sobie wojnę na argumenty. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *