Recenzje

Dorothy Koomson – Zaopiekuj się mną

Tytuł: Zaopiekuj się mną

Autor: Dorothy Koomson

Wydawnictwo: Albatros

Kategoria: Powieść obyczajowa

 

Nie pierwszy raz

         To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Dorothy Koomson i mam nadzieję, że nie ostatnie. Jakiś czas temu przeczytałam jej książkę pt. “Kobieta, którą kochał”. Teraz padło na “Zaopiekuj się mną” i bardzo się cieszę, że ślepy los, bo inaczej nie mogę tego nazwać sprawił, że w moje ręce wpadła ów powieść.

        Była to miła odmiana po wszelkich trupach i seryjnych mordercach. Powieść mimo, że momentami smutna sprawiła, że powiał orzeźwiający, delikatny wietrzyk, który przyniósł ze sobą zarówno śmiech jak i łzy.

 

Kobiece przyjaźnie

         Powszechnym przekonaniem cieszy się fakt, że jeśli przyjaźń najbardziej udana, rokująca na przyszłość to taka między kobietami. Nie ma mowy o przetrwaniu przyjaźni między mężczyzną a kobietą bo zawsze przychodzi czas, kiedy któreś z nich zaczyna oczekiwać czegoś więcej.

Co wtedy kiedy przyjaźń między kobietami zostaje naruszona, a fundamenty zostają podkopane? Wtedy jest wojna, i to nie jakaś tam podrzędna wojenka tylko śmiertelna obraza łącznie z robieniem sobie na wzajem czarnego PR-u.

Zapomina się wtedy co łączyło, a wynosi się ponad wszystko to, co podzieliło.

O wybaczeniu nie ma mowy.

         A co jeśli nie patrzeć na to wszystko w kategorycznych kolorach czarnym i białym. Co jeśli sprawa zaczyna mieć drugie dno, kiedy trzeba postawić czyjeś dobro ponad własne niejednokrotnie małostkowe urazy? Co wtedy? No właśnie.

 

My. Ona i ja.

          Kamryn i Adele. Jedna dusza w dwóch ciałach. Przyjaciółki na dobre, na złe, na wszystko i na jeszcze więcej. Wspólne mieszkanie podczas studiów jeszcze bardziej scementowało ich relację. Znały się tak jak nie znał ich nikt. Dzieliły między sobą radości, wspierały się kiedy jednej czy drugiej walił się świat. Kamryn doskonale znała sytuację rodzinną Adele przez co mogło się wydawać kochała ją jeszcze bardziej, jakby chciała jej tym wynagrodzić to co musiała przeżywać w domu. Adele doskonale wiedziała dlaczego Kamryn tak uparcie krzywdzi siebie zmieniając co raz partnerów nie pozwalając się zaangażować ani sobie, ani im w coś bardziej trwałego. Przychodzi taki dzień, kiedy Kamryn poznaje Nathaniela. W pierwszej chwili wydaje jej się, że zastosowanie tej samej co zawsze zasady w związku z mężczyznami skutecznie go odstraszy, jednak na niego to nie działa. Nat jest inny, chce czegoś więcej niż przygodnego seksu i właśnie od tego zaczyna się ich sześcioletnia przygoda. Kam promienieje, a Adele wiernie towarzyszy jej w szczęściu. Jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało. Kamryn odwdzięcza się jej tym samym, kiedy Adele zachodzi w ciążę z przypadkowym mężczyzną i rodzi jego dziecko. Od pierwszego spojrzenia Kam zakochuje się w maleńkiej kruszynce, zostaje jej matką chrzestną i już nie potrafi wyobrazić sobie życia bez tej małej istotki. W międzyczasie planuje swój ślub z Natem. Wszystko zdaje się biec ku magicznemu szczęściu, a jej życie w końcu nabiera tych unikalnych kolorów radości.

         Pewnego wieczoru kiedy mocno upite dywagują na temat mężczyzn na jaw wychodzi brudny sekret Adele. W jednej sekundzie świat Kamryn wali się bo traci ona nie jedną, a trzy najbliższe osoby. Zdrada przyjaciółki i partnera sprawia, że jej serce pęka na pół. W tamtej jednej chwili podejmuje decyzję, że nie chce już nigdy mieć z nimi nic wspólnego i znika z ich życia.

 

Zaopiekuj się nią

        Kam przez te wszystkie lata uparcie ignorowała przychodzące od Adele listy, nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień. Bo i czymże można byłoby wyjaśnić zadanie jej takiego bólu. Aż w dzień urodzin przez przypadek, myśląc, że to jedna z urodzinowych kartek otwiera list od Adele z wiadomością, że ta znajduje się w szpitalu i prosi o spotkanie. Walcząc sama ze sobą, Kamryn pojawia się przy łóżku Adele, a kiedy dowiaduje się, że zostało jej niewiele życia i prosi przyjaciółkę o ostatnią przysługę jej zdumienie nie ma granic. Przecież ona nigdy nie chciała mieć dzieci, a i to nie jest najważniejsze. Przecież prosi ją o to jedna z dwóch osób, które zraniły ją do żywego. To już nawet nie jest prośba o wybaczenie, to prośba, która przekracza wszelkie granice.

        Długo wahając się i biorąc pod uwagę wszystkie argumenty Kamryn podejmuje decyzję. Nie do końca zdając sobie sprawę co to za sobą pociągnie. I rzeczywiście jej życie od tego czasu nabiera tempa i przybiera taki obrót jaki nie mógłby jej się wyśnić w najśmielszych snach.

 

To nie jest książka z happy endem

         Może to trochę przekorne stwierdzenie, ale czytając tę powieść i towarzysząc zarówno Kam jak i małej Tegan nie mogłam założyć jaki to wszystko będzie miało finał. Może dlatego tak chętnie sięgnęłam po tę pozycję. Pamiętam dokładnie jak w książce “Kobieta, którą kochał” miałam podobne uczucia. Akcja to galopowała, to spowalniała do takiego tempa kiedy wydawało mi się, że wszystko jest już rozegrane i nic nie jest w stanie mnie już zaskoczyć.

         W “Zaopiekuj się mną” autorka czyni podobne zabiegi. Zwodzi czytelnika, pozwala mu otulić się nadzieją by za chwilę znów zrzucić go ze zbocza ogromnej skały emocji.

         Wątek obyczajowy, miłosny przeplatają się ze sobą, tworząc niekończący się galimatias uczuć. Czytając nieraz łapałam się na tym, że wstrzymuję oddech nie wiedząc co zdarzy się za chwilę. Wprowadzenie dwóch rywalizujących ze sobą o kobietę, a w zasadzie o dwie kobiety mężczyzn i małej Tegan sprawiło, że to książka tak pełna różnych uczuć po brzegi, że nie da się jej czytać nie angażując w to swojego serca.

         Każdy z bohaterów jakich stworzyła ciągnie za sobą bagaż poważnych doświadczeń życiowych. To nie są gładkie, wyidealizowane postacie, które nie mają na swoim pięknym obliczu ani jednej rysy. To ludzie naznaczeni przez los, ostrożni, bojący się zaryzykować, a jednak każdy na swój sposób rzuca się w pogoń za swoim szczęściem.

        Sama Kamryn, Mama Ryn niejednokrotnie przyprawiała mnie o wydawanie okrzyków “Co Ty robisz kobieto?”, a jednak mimo wszystko zapałałam do niej ogromną sympatią. Tym bardziej, że nie wiem czy ja zdobyłabym się na taki krok, odważny krok, który zmienia i przewartościowuje wszystko.

        Trzeba też przyznać, że tak jak i kiedyś, tak teraz los jej nie oszczędza. Zmaganie się z procedurami adopcyjnymi, stanięcie twarzą w twarz z przeszłością w postaci Nathaniela i nieustanne wątpliwości dotyczące Luck’a to zdecydowanie bardzo dużo jak na jedną osobę.

        A w tym wszystkim jest jeszcze mała Ti, dla której sytuacja również nie jest łatwa. Pogodzenie się ze śmiercią matki w wieku pięciu lat to niebywale trudna do przejścia rzecz. A mimo to potrafi zachować uśmiech na buzi i czerpać z życia pełnymi garściami. Tak, to właśnie postać Tegan jest w tej książce najbardziej godna naśladowania.

 

Dla kogo ta książka

        Tak naprawdę trudno jest określić kto tę książkę powinien przeczytać, a kto może od razu dać sobie spokój. Wiadomo, nie jest dla tych, którzy szukają wartkiej akcji i seryjnych morderców. Chociaż myślę, że i im zadrgałoby serce, gdyby poznali historię Mamy Ryn i małej Ti.

        Z całą pewnością jednak mogę powiedzieć, że to książka dla wszystkich, którzy szukają opowieści o prawdziwych, chwytających za serce ludzkich losach.

        Łzy szczęścia, które czasami mieszają się z lękiem, bólem i współczuciem to pakiet, który oferuje nam autorka.

Ja polecam.

Zdecydowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *