Recenzje

Chris Carter – Krucyfiks

Tytuł: Krucyfiks

Autor: Chris Carter

Wydawnictwo: Sonia Draga

Kategoria: Thriller / sensacja / kryminał

 

Powtórka z rozrywki

          To nie jest moje pierwsze spotkanie, ani z tym autorem, ani z tą książką. Już kiedyś czytałam “Krucyfiks” i doskonale pamiętam, że uznałam zarówno tę lekturę jak i autora za obiecujących. Ostatnio na rynku pojawiły się dalsze losy Roberta Huntera, postanowiłam zatem przypomnieć sobie pierwsze części, stąd też mój powrót do tej książki.

         Inną sprawą jest to, że po Strażniczce kłamstwa, o której pisałam tutaj musiałam sięgnąć po jakiegoś pewniaka, żeby odzyskać wiarę w moc tego rodzaju książek.

 

Chris Carter

          Autor serii o Robercie Hunterze urodził się Brazylii, to tam właśnie spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Kiedy zdał maturę wyjechał do Stanów Zjednoczonych aby na Uniwersytecie Michigan studiować psychologię i zaburzenia kryminalne. Po nich został psychologiem kryminalnym w Biurze Prokuratora Stanu Michigan gdzie badał i przesłuchiwał między innymi seryjnych morderców.

          Na początku lat dziewięćdziesiątych wyruszył do Los Angeles gdzie oddał się karierze muzyka rockowego. Obecnie zajmuje się na stałe pisaniem mieszkając w Londynie.

 

Robert Hunter

          Robert, genialne dziecko, ukończył przed czasem szkołę i zajął się pracą w policji, tam tropi najbardziej ekstremalnych, najbardziej zwyrodniałych seryjnych morderców. Rozpracowuje ich psychikę, próbuje rozgryźć ich schemat postępowania. Aby to zrobić musi zanurzyć się w brutalnych zbrodniach jakie są ich dziełem, poznać nie tylko mordercę ale też ofiarę. Jest tym samym świadkiem okrutnych praktyk, jakie ci stosują na swoich ofiarach. Jeżdżąc na miejsce przestępstwa niejednokrotnie z trudem musi powstrzymywać odruch wymiotny na widok tego co widzi bowiem zwyrodnialcy nie przebierają ani w metodach, ani w środkach. A jednak mimo tego wszystkiego kocha swoja pracę, ma poczucie misji, to daje mu siłę by znosić te wszystkie okrutne widoki. Robi wszystko co w jego mocy aby przestępca został złapany i poddany karze.

          Niestety wszystko to odbija się również na nim i jego psychice, kiedy zostaje stracony człowiek, który nie powinien był zasiąść na elektrycznym krześle, a jego przyjaciel prywatnie, a partner na służbie Hunter nie może sobie dać z tym rady. Częste upijanie się i przypadkowy seks to tylko niektóre mechanizmów obronnych jakie stosuje, żeby się nie załamać.

Pewnej nocy, kiedy śpiąc obok kolejnej przypadkowo poznanej kobiecie odbiera telefon z pracy nie przypuszcza, że to co zastanie na miejscu przestępstwa zmrozi mu krew w żyłach.

 

Let’s play the game

           Tytułowy krucyfiks jest symbolem porażki Roberta, ale także symbolem obecnej gry w jaką zdecydował się bawić się z nim morderca. Przekraczające wszelkie granice okaleczone ciało młodej kobiety, którą przez to nie sposób zidentyfikować jest wznowieniem sprawy z przed lat. Przeszłość powraca i tylko bezbłędne rozwiązanie zagadki jest w stanie zamknąć do niej drzwi na zawsze, a mordercę, tym razem właściwego posadzić na krześle elektrycznym.

W tym wszystkim sprawy nie ułatwia fakt, że przydzielony zostaje mu nowy partner, którego doświadczenie w pracy detektywa jest znikome.

          Akcja galopuje, a czytelnik wraz z detektywami prowadzi z mordercą grę. Wchodzi w nią nie mając możliwości negocjowania zasad. Zaciska zęby w napięciu oczekując co zdarzy się za chwilę. Każde zdanie niesie ze sobą taką dawkę emocji, która niemal odurza. Ekstremalne uczucia uzależniają do tego stopnia, że bardzo ciężko jest odłożyć książkę zanim nie rozstrzygną się wszelkie wątpliwości, zanim nie uratuje się świata przed zwyrodniałym mordercą, zanim nie rozstrzygnie się kto nim właściwie jest.

 

Zabawa po raz drugi

          Mimo, że jak wspomniałam na początku czytałam tę książkę po raz drugi i coś mgliście mi się przypominało, to nie pamiętałam ani samej akcji, ani rozstrzygnięcia tej rozgrywki. Po raz drugi czułam pełne napięcia oczekiwanie, po raz drugi brałam udział w pościgu za Krucyfiksem i po raz drugi byłam zadowolona. Ba, ja nawet nie pamiętałam kto okazał się mordercą, dzięki czemu brałam pełny udział w całym śledztwie biegnąc bez tchu do rozwiązania, które wprawiło mnie w nieme zaskoczenie.

          Tak naprawdę to luksus czytać po raz drugi książkę i mieć szansę na doznanie tych wszystkich emocji. Ja tego luksusu dostąpiłam.

 

Gorący początek

          Już na początku dostajemy solidną porcję wrażeń, po to by zaraz później  mieć ją odebraną i rozłożoną na raty.

Akcja książki rozpoczyna się od sceny z pralni, w której Robert Hunter stoi przed wyborem czy ratować siebie czy ryzykować życie i pomóc przyjacielowi. I to co zrobi właśnie jest jednym z czynników wzbudzających napięcie i niepokój. Uczucia te nie znikają, wręcz przeciwnie nasilają się, kiedy w następnych rozdziałach autor ukazuje co doprowadziło do sceny z pierwszego rozdziału.

 

Hi, you?

        Głównym bohaterem bez wątpienia jest niezwykle utalentowany profiler, zna się na ludziach jak mało kto. Niejednokrotnie udowadnia, że szczegóły mogą zdradzić o człowieku wszystko. Nie możemy jednak zapominać o jego partnerze Garci, który rzucony na głęboką wodę poza szukaniem mordercy ma jeszcze na głowie starania o nawiązanie nici porozumienia z Robertem. Zapełnić pustkę po nieżyjącym przyjacielu nie jest łatwo, wręcz przeciwnie, niczym na polu minowym, należy tak stąpać w rozmowie by nie poruszyć kwestii bolesnych i niechcianych. A to dla rozgadanego i nieprzebierającego w słowach Garcii nie lada wyzwanie.

 

Piła?

         Nie potrafię pozbyć się wrażenia, że niektóre motywy zawarte w książce tak bardzo przypominają psychopatycznego mordercę z serii psychothrillerów pt. “Piła”. Jego słynne powiedzenie „Zagrajmy w grę” jak ulał wpasowuje się  niektóre sceny. Jednak absolutnie mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, jako, że filmy te są jednymi z moich ulubionych to tu, w powieści nadawało to dodatkowych emocji. Nie wiem nawet czy autor świadomie nawiązuje do serii tych filmów czy był to zwykły przypadek. Niemniej jednak wyszło pysznie.

 

I na zakończenie…

          Tak naprawdę nie mam się do czego przyczepić, nawet samego mordercę wytropiłam dopiero chwilę przed Hunterem, ale to i dlatego, że moje myśli szybowały szybciej w stosunku do czytania.

          Carter odwalił kawał dobrej roboty i zasługuje zdecydowanie na to, żeby go polecać, co też czynię.

Dla wszystkich fanów thrillerów, psychothrillerów, krwistych kryminałów i dla tych lubujących się w odkrywaniu psychologicznych zagadek. 

Tak, to książka zdecydowanie dla Was.

Polecam, a jakże!

 

3 thoughts on “Chris Carter – Krucyfiks”

  1. Carter i u mnie wzbudził nie małe emocje 😁 Uwielbiam takie książki gdzie aż bije od nich grozą 😁 Bałam się czytając ją i chyba właśnie o to chodzi w tego typu książkach. Na pewno jeszcze sięgnę po tego autora. Recenzja genialna!👌👌👌

  2. Też tak mam, że po książkach, które lekko mnie hm… zawiodły, zawsze sięgam po pewniaki, które mnie zachwycą 🙂 tylko, że u mnie zazwyczaj są to książki z serii Jeżycjada 🙂

    1. Witaj, cieszę się, że nie jestem w tym sama. Najważniejsze to mieć zestaw takich pewniaków, bo książki czasami trafiają się różne, oj bardzo różne. Pięknej niedzieli Ci życzę. :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *