Nie tylko o książkach

Dziś już wiesz

    Przychodzi ten czas, kiedy niebo przyodziewa ciemne szaty w porze, w której latem słońce kąpie się jeszcze w swoim blasku. Gdzieś w oddali widać migoczące płomyki świeżo zapalonych zniczy. A Ty siedzisz w mroku swojego domu i swojej duszy. Wspominasz, analizujesz, milczysz chociaż serce rwie się z tęsknoty.

Pamiętasz.

 

    To był strzał! Totalny strzał, nie wiedziałaś co będzie. Ot wydawał się taki przyjemny. Nie, przyjemny to zdecydowanie złe słowo. Kasujesz je w myślach. Do niego bardziej pasuje idealny. Tak, taki właśnie był. Uśmiechasz się na wspomnienie, kiedy zabraniał Ci o sobie tak mówić. „To nie ja” – mówił, „Nie jestem taki”.

Był.

 

    Tło? Jakie tło? Tam wszystko jest na pierwszym planie. Wszystko co nie jest nim przestaje istnieć. Pierwszy mail, długi, niepewny, może nie odpisze, “A co tam” – myślisz, raz się żyje. Emocje, które się z ciebie wylewają po przeczytaniu jego tekstów są nie od okiełznania. W życiu nie widziałaś, żeby facet tak pisał. Zarywasz noce, żeby przeczytać wszystko, do ostatniego akapitu. Czujesz się otulona jego literami, nie powinnaś? A kto ci zabroni? Zerkasz jeszcze raz, ostatni przed wysłaniem. Poszło. Nie, tak naprawdę nie wierzysz, że może odpisać, ale cieszysz się, że to zrobiłaś. Niech wie. Niech wie, że zostałaś oczarowana jego inteligencją, niesamowitym poczuciem humoru, jego elokwencją. Niech wie.

Odpisał.

 

    Piszecie non stop. O wszystkim, o życiu, o książkach, o nim, o tobie. Budzi się zaufanie, które jest tak trudne do wzniecenia przy innych. Są rzeczy, o których nie chcesz myśleć. Nie chcesz ich zauważać bo powodują ból. Stawiasz wszystko na to co jest. Na to co może Ci dać. Mimo, że jest tyle kilometrów od Ciebie codziennie rano mówi ci: „Dzień dobry”, swoimi słowami utula Cię do snu.

Odpływasz.

 

    Długo musiałaś się przebijać przez barierę pt. „Nie mogę, nie powinienem”. To dodatkowo cię podnieca, jest ktoś o kogo musisz zawalczyć i z każdym jednym jego „Nie” ty chcesz go coraz bardziej, bo wiesz, że to człowiek, który jest wart czasu i zabiegania o niego. Rozczula cię jego opór, który z każdym mailem słabnie. Chcesz tego faceta i nie ma takiego parkanu, którego byś nie przeskoczyła, fortecy, której byś nie zdobyła. Nie ma takiej normy moralnej której byś nie złamała i nie ma takiego boga, który by cię powstrzymał. To walka o wszystko.

Wygrywasz.

 

    Wszystko inne traci sens, nawet powietrze nie smakuje tak jak dawniej. Głowę wypełniają ci myśli o nim. Jest wszędzie i jest zawsze. Sen przestał przychodzić przegoniony przez marzenia. Opisujesz jak spędziłaś dzień, o czym myślisz, co czujesz. On naprawdę chce tego słuchać. Zdrowy rozsądek, który zaczyna wrzeszczeć, że to się nie uda i że będzie bolało zamykasz w piwnicy razem z przemądrzałą podświadomością. Nie chcesz nawet z nimi dyskutować.

Mylą się.

 

    Nie mówisz o nim nikomu z wyjątkiem niej. Nie chcesz się dzielić swoim szczęściem z nikim, a tak naprawdę boisz się, że ktoś powie to samo co twój rozum. „Idźcie wszyscy precz!!” – pragniesz zawołać, “To mój czas, moje szczęście!!”. Przyklejona do telefonu przestajesz rejestrować co się dzieje wokół ciebie. W pracy jesteś nieprzytomna po nieprzespanych nocach przegadanych z nim. Od jednego maila do drugiego odliczasz sekundy. Ludzie w pracy zaczynają zwracać ci uwagę, że ciągle się tajemniczo uśmiechasz. Chce ci się krzyczeć na cały świat: „Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa!”, ale wiesz, że ci nie można. Z wielu powodów. W środku cała drżysz, serce wybija jakiś nieznany Ci dotąd rytm.

Oszalałaś.

 

    Mijają tygodnie od Waszego poznania, a Ty nadal w magicznym tańcu emocji raz wzbijasz się nad wyżyny, a raz umierasz ze strachu, że zniknął bez słowa. Niepotrzebny strach bo zawsze się pojawia. Szanuje Twój czas, uprzedza. „Czy tacy mężczyźni naprawdę istnieją?” I znów odganiasz od siebie wstrętne myśli zdrowego rozsądku, który wrzeszczy: „On nie jest twój!”. Nieważne. Ważne, że jest teraz, nie chcesz myśleć o tym co będzie później. Wpatrzona w telefon podśpiewujesz sobie wesoło. Wszyscy inni faceci przestają istnieć, nie chce ci się z nimi nawet rozmawiać, przecież nikt i tak nie będzie równie cudowny jak on. Po co tracić czas. Bywają chwile kiedy nie ma go dłużej, przecież też ma życie, ma pracę.

Tęsknisz.

 

    Któregoś wieczoru prosi cię byś podała mu swój numer. Podajesz. Błędny przez pomyłkę, a jemu rozładowuje się komórka. Tej nocy go nie usłyszysz. Dzwoni następnego dnia. Niemal klękasz z wrażenia na dźwięk jego głosu. Jest jak poezja, czysty seks. Jeszcze długo po rozmowie dźwięczy ci w uszach. Od tej pory z ogromną ekscytacją będziesz czekała na dźwięk telefonu. Za każdym razem kiedy na wyświetlaczu widzisz jego imię twój żołądek fika koziołki.

Wariujesz.

 

    Dzwoni i mówi, że ma dla ciebie niespodziankę. Oczywiście nie możesz czekać i wyciągasz to z niego. Spotkanie!! Prawdziwe realne spotkanie. Zaniemówiłaś, dosłownie zamurowało cię i boisz się poruszyć, żeby tylko to wszystko nie okazało się snem. Wiesz kiedy, wiesz jak, ale jeszcze nie wiadomo na pewno. “80% to bardzo dużo” – tłumaczysz sobie. Nie wiesz jak w takiej sytuacji na spokojnie przebrniesz przez święta.

Odliczasz.

 

    Wigilia. To co dla wszystkich ludzi na świecie ma niewyobrażalne znaczenie, dla ciebie jest tylko kolejnym dniem z magicznej odliczanki. Starasz się czymś zająć, żeby tylko ten cholerny czas zaczął lecieć szybciej. Nie jest on twoim sprzymierzeńcem w tym związku. Oj nie. Między prasowaniem, a sprzątaniem słyszysz telefon. Już masz ochotę kląć pod nosem, kto taki zawraca ci głowę kiedy ty absolutnie masz zmonopolizowane myśli i nie chcesz ich rozpraszać. Patrzysz.

On.

 

    Składanie życzeń zajęło dużo czasu, ale dla Ciebie to nic w porównaniu do tego, że jego głosu mogłabyś słuchać bez końca. Twój Skarb. Czujesz magię, ale nie tę świąteczną. Rozpiera cię energia, śpiewasz tańczysz, jeszcze tylko trzy dni.

Niecierpliwisz się.

 

    Mail, wyglądasz przez okno. To on. Stoi i czeka na ciebie, a tobie zapiera dech w piersiach. Uświadamiasz sobie co tak naprawdę znaczy wyrażenie „lecieć jak na skrzydłach”. Podchodzisz i przytulasz się do niego.

Czas się zatrzymał.

 

    Wasza noc. Najpiękniejszy z wierszy.

Drżysz.

 

    Wszystko wraca do wcześniejszego rytmu, ale ty nie możesz się pozbyć się lęku, że coś się skończyło. Spotykasz się z jedyną, najbliższą ci osobą oprócz niego. Mówisz jak się boisz. „To miłość” – brzmi werdykt. Zaprzeczasz.

Płaczesz.

 

    To nie pierwszy raz kiedy ona sugeruje ci, że się zakochałaś. Nie chcesz tego słuchać, nie chcesz tego potwierdzać, nie chcesz się do tego przyznać bo później będzie już tylko równia pochyła w dół, a to cię przeraża. Mówisz stanowcze “Nie”. Pewnej nocy rozmawiacie na ten temat. Pada pytanie, pada odpowiedź i gorzkie rozczarowanie. Wspomnienie tamtych słów jeszcze długo będzie dźwięczeć w twoim sercu, ale to nic. Nie to przecież jest najważniejsze. On wie, wierzy, zna twoje uczucia. Ty nie chcesz wnikać w ten temat.

Uciekasz.

 

    Z dnia na dzień coraz większy ogarnia cię strach, że wszystko chyli się ku upadkowi. Niby ciągle piszecie, niby ciągle dzwoni, a jednak coś jest nie tak. Z czasem przestają cię otulać do snu jego słowa. Później poranki też już nie są wasze. Piękny sen zaczyna się rozmywać i zderzać z rzeczywistością. Nie chcesz oglądać się za siebie, bo wtedy jego nieobecność boli jeszcze bardziej. Niby piszecie, ale to już nie to samo, czujesz jakby go było mniej. Oddala się. Wiedziałaś, że tak może się stać. Z tryumfującym uśmieszkiem zdrowy rozsądek peroruje: „A nie mówiłem?”. „A wypchaj się!” – mówisz pod nosem idąc ulicą, kilka przechodniów ogląda się za tobą z rozdrażnioną miną. Ich też masz gdzieś. Jesteś zła, rozżalona, bo przecież nie tak to wszystko miało wyglądać. Na krawędzi oka zatrzymuje się łza.

Jest sama.

 

    Każdego dnia kiedy słuchasz kolejnych wyjaśnień o przeszkodach robi ci się zimno, bo uparcie wzbraniasz się, żeby nie nazwać tego wprost, że masz dość, że już nie chcesz, że na uniesienie kolejnych wymówek nie masz po prostu już siły. Jemu powtarzasz, że rozumiesz, przecież nie będziesz się kłócić, nie będziesz prosić. Tylko ten lęk jest coraz większy, coraz bardziej uciska ci serce. Zatrzymujesz się w miejscu, nie możesz spojrzeć do tyłu, bo wspomnienia bolą, nie możesz popatrzeć przed siebie bo fakt, że za chwilę wszystko się skończy przeraża cię jeszcze bardziej.

Rozsypujesz się.

 

    On po raz kolejny tłumaczy wyjaśnia, że to wszystko jego wina, że absolutnie nie chciał cię skrzywdzić. Masz ochotę usiąść, rozłożyć ręce i płakać bo jakie to ma teraz znaczenie, że nie chciał, skoro stało się jak się stało? Ty też nie chciałaś, żeby tak wyszło, ale wiedziałaś w co wchodzisz i wiesz dobrze, że absolutnie nie masz żadnego prawa go obwiniać. Dorosłość was obojga dałam wam taką przewagę, że mogliście wejść w to bez pytania kogokolwiek o zgodę. Teraz wiesz, że musi ci tej dorosłości wystarczyć na tyle by przejść przez najgorsze.

Czekasz.

 

    Jeszcze raz oglądasz zdjęcia, patrzysz na to, gdzie siedzi na plaży zapatrzony w dal i nie potrafisz zahamować łez. Wiesz, że sypiesz sól na otwarte rany, ale nie potrafisz się powstrzymać. Patrzysz na ten uśmiech, na to spojrzenie, które sprawia, że miękną ci kolana. Tak bardzo boli. Tyle pytań się nasuwa, a pośród nich to najważniejsze, czy mogłaś zrobić coś, żeby do tego nie doszło. Czy popełniłaś gdzieś błąd? Gdzie, w którym momencie? Och, jakie to wszystko banalne, a przecież zaczęło się tak wyjątkowo, dlaczego kończy się jak zwykle?

Czekasz.

 

    Ten sen, który wcześniej przeganiałaś niekończącymi się namiętnymi rozmowami teraz nie chce przyjść. Z wytęsknieniem oczekujesz na wyłączenie się świadomości. Noce są puste, a dni nie różnią się od nich za wiele. Wypełniasz je nic nieznaczącymi czynnościami byle tylko zabić ból, który zżera cię od środka. Gdzieś w głębi czai się iskierka nadziei, którą gasi morze łez. Nie będziesz już taka głupia, nie będziesz oszukiwać realności, wiesz dobrze co cię czeka. Znajomy dźwięk sygnalizuje, że przyszedł mail.

Zamierasz.

 

    Drżącymi rękami otwierasz ikonkę niczym telegram, który może być tylko ze złą wiadomością. Niby wiesz, niby jesteś przygotowana, a jednak… Czytasz, łzy przesłaniają ci słowa, które wpełzają do twojej świadomości. Każde zdanie jak żyletka znaczy twoje serce. Nie chcesz więcej, wydaje się, że już nie zniesiesz ani jednego wyjaśnienia więcej. A jednak jak masochistka czytasz wszystko, raz, później znów. Próbujesz z tego niekończącego się potoku słów wyłuskać chociaż pół pocieszenia, ale wszystko wydaje się tak przejmująco smutne i brutalne, że porzucasz wszelką nadzieję.

Płaczesz.

 

    Jest jednak jedno uczucie, które się nie pojawia. To nienawiść. Nie potrafisz pomyśleć o nim źle. Jest ci przykro, że on się z tym wszystkim tak źle czuje. Tak, to znaczy, że twój zdrowy rozsądek wziął pod rękę troskę o samą siebie i poszli w dal. „To się nie dzieje” – mówisz sobie, bo nie spodziewałaś się po sobie takiej reakcji. W oczekiwaniu na to ostatnie rozdanie zakładałaś, że przyjdzie złość wraz z nienawiścią i one pomogą ci to przetrwać. Nie pojawiły się. Jest tylko stary dobry smutek i żal. Nie pomaga fakt, że to nie kończy się dlatego, że zrobiło się źle. Kończy się dlatego, że było za dobrze. „To przecież niedorzeczne” – mówisz sama do siebie połykając łzy, a jednocześnie tak kurewsko dobrze go rozumiesz. Bo rozumiałaś zawsze. Ot po prostu uniesieni marzeniami lądujecie pod ścianą niepokonanych blokad.

Boli.

 

    Piszesz. W odpowiedzi na jego tłumaczenie się, na jego argumenty, na jego „nie”, które tym razem jest nie do pokonania. Nie przypuszczałaś w życiu, że będziesz kiedyś w sytuacji gdy ktoś chce cię tak bardzo, że aż nie może tego znieść. To przechodzi twoje pojęcie, nie mieści się w żadnych kategoriach. Ten jeden, jedyny raz chciałabyś powiedzieć: „Nie zgadzam się!!”, ale doskonale wiesz, że nie możesz. Bo zależy ci tak bardzo, że wybierasz jego nie siebie. I chociaż tęsknisz i umierasz z bólu, rozczarowania i żalu pozwalasz mu odejść.

Rozpadasz się.

 

 

 

    Nigdy, chociaż minęło już tyle czasu tak naprawdę się nie pozbierałaś. Ktoś cię oszukał mówiąc, że czas leczy rany. Pierdolenie. Nie leczy, nawet nie przyzwyczaja do bólu. I chociaż te wszystkie emocje już dawno powinny wybrzmieć to jego imię nadal pojawia się na spotkaniach z nią. Analizujesz, opowiadasz, krzyczysz i płaczesz ciągle pełna żalu i niezgody.

   Czasami zaglądasz do folderu ze zdjęciami, ale posłuchać jego głosu nie masz odwagi. Nie czytasz go bo to budzi zbyt wiele wspomnień.

Ale co noc układasz się do snu i ta ostatnia myśl jest o nim.

Dziś już wiesz.

Kochałaś.

 

 ___________________________________________________________

Podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest przypadkowe.

4 thoughts on “Dziś już wiesz”

  1. Dziś już wiem…takie rzeczy dzieją się codziennie. Zdarzyły się i mi. Cud, ktoś kiedyś mógł powiedzieć…cud który przeistoczył się w ból nie do zniesienia. Ale trwałam a czas w ogóle nie uleczył ran,tak jak pisałaś. Sprawił jedynie że przestałam zadawać sobie tak często pytania…Nie żałuję…
    Kochana jak zwykle genialny tekst. Poruszający, wciągający. Życiowy!! Pisz! Pisz więcej takich 😘

    1. Hej Kochana, dziękuję bardzo. 🙂

      Wiesz myślę, że komuś, kto nie przeżył czegoś podobnego ciężko będzie pojąć te dwa kluczowe słowa “Nie żałuję”. A jednak tak właśnie jest, ofiarujemy siebie na ołtarzu kradzionej miłości i mimo bólu jesteśmy w stanie powiedzieć: “Proszę nie przestawaj”. Ot, życie.

      Ściskam mocno!!:*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *