Recenzje

Guillaume Musso – Dziewczyna z Brooklynu

Tytuł: Dziewczyna z Brooklynu

Autor: Guillaume Musso

Wydawnictwo: Albatros

Kategoria: Thriller/ sensacja/ kryminał

 

Jakoś zacząć trzeba…

         Dłuższą chwilę zastanawiałam się od czego zacząć pisać opinię o tej książce. Nie mogłam się zdecydować czy od tego, że premiera była niedawno bo 2 sierpnia, czy od tego może, że właśnie w związku z tą książką pisałam do wydawnictwa Albatros w sprawie recenzenckiej współpracy. A może od tego, że Musso zawsze był dla mnie pewniakiem, dlatego kupiłam tę książkę jako prezent pewnej Księżniczce, która dzień urodzin dzieli z Putinem, a w zasadzie to łaskawie pozwala mu świętować w ten sam dzień. I to tylko wtedy jak ma dobry humor.

         Ze współpracy summa summarum nic nie wyszło, a książkę przeczytałam wczoraj w wersji elektronicznej i cóż… W takich chwilach bardzo się cieszę, że nie wiszą nade mną żadne zobowiązania wdzięczności i wewnętrznego imperatywu pisania w samym superlatywach bo tutaj miałabym problem.

 

Musso

         Przeczytałam wszystkie jego książki, a wszystko zaczęło się od „Będziesz tam?”, która mnie oczarowała do tego stopnia, że długo chodziłam jeszcze w oparach zachwytu nad nią. Później były kolejne, które zawsze utrzymywały mnie w przekonaniu, że ten facet ma to coś. Potrafi w taki sposób połączyć fikcję z rzeczywistością, że nawet ja jestem w stanie to kupić.

          Musso to z wykształcenia ekonomista, a z zawodu nauczyciel. Jego pierwsza powieść Skidamarink została wydana w 2001 roku. Jego druga powieść „Potem…” została wydana w 2004 roku i w samej Francji sprzedała się w 2 milionach egzemplarzy. Została przetłumaczona na 24 języków, a prawa do jej sfilmowania zostały sprzedane.

          Książki Musso łączą w sobie prostą rzeczywistość, niekiedy brutalną innym razem przewrotną i odrobinę magii, nierealności graniczącej z fantazją. Jednak Autor potrafi to zgrać ze sobą w taki sposób, iż czytelnik pochłania kartkę za kartką i jest w stanie uwierzyć, że taka historia mogłaby się przydarzyć jemu samemu.

 

Dziewczyna z Brooklynu

           Raphael można powiedzieć ma wszystko. Pracę, która przynosi mu satysfakcję i zapewnia finansowe bezpieczeństwo, syna, którego kocha ponad życie, przyjaciela, na którym absolutnie zawsze może polegać, a ostatnio także miłość kobiety. Po sielankowych sześciu miesiącach postanawia się oświadczyć Annie, jednak nauczony doświadczeniem swojego poprzedniego związku, który przyniósł mu tylko ból niemal wymusza na Annie wyznanie jej sekretu, który ukrywała przez lata. Będąc na romantycznym wyjeździe na Lazurowym Wybrzeżu Raphael nie odpuszcza i chcąc się upewnić, że wie o Annie wszystko stawia pytanie, które staje się małym kamykiem uruchamiającym ogromną lawinę. Anna przyparta do muru pokazuje mu zdjęcie ze słowami „Ja to zrobiłam”. Raphael wstrząśnięty widokiem z fotografii wychodzi. Kiedy po kilkunastu minutach wraca z przekonaniem, że wszystko da się jeszcze ułożyć i wyjaśnić okazuje się, że wybranka jego serca zniknęła. Jedzie za nią do jej mieszkania w Paryżu, jednak tam też jej nie ma. Anna zniknęła. Rozpoczyna się pościg nie tylko mający na celu wyjaśnienie przeszłości, ale przede wszystkim uratowanie życia Anny.

W śledztwie pomaga mu wierny przyjaciel, emerytowany policjant. To we dwóch zaczynają prowadzić dwutorowe śledztwo, które po kolei odkrywa fakty prowadzące do szokującej prawdy.

 

Thriller/ sensacja/ kryminał – nie na to liczyłam

        Biorąc do ręki kolejną powieść Musso miałam swoje oczekiwania. Liczyłam na coś co wbije mnie w fotel, wyrwie z butów, a przede wszystkim dostarczy emocjonalnych przeżyć na miarę jego poprzednich książek.

        Poza tym doskonale pamiętam moje wrażenia po „Central Park” i zakończenie, które wręcz przejechało czołgiem po moim mózgu i sercu. Chciałam co najmniej podobnych emocji, a co dostałam?

Dostałam klasyczną książkę z rodzaju „thriller/ sensacja/ kryminał”, która nawet w połowie nie była dopieszczona tak jak poprzednie.

Ot jest tajemnica, jest śledztwo, są nawet trupy, ale to wszystko jakieś takie nijakie. Jeszcze klasycznie wpisany jest do tego wątek polityczny, który ostatnio jest taki modny. Nie kupuję tego.

         Jeśli chodzi o fabułę było sporo niedociągnięć. Przede wszystkim nurtowało mnie pytanie czy to nie za duży zbieg okoliczności, że przez ponad dwa lata nic się nie dzieje, a później bum wszystkie drzwi otwarte na oścież, droga wolna, uciekaj? Czy autor tutaj nie poszedł na łatwiznę?

Nie mogę opisać tutaj wszystkich punktów, które mi się nie zgadzały bo zdradzę za dużo szczegółów, a nie chcę psuć zabawy tym, którzy jeszcze nie przeczytali, a mają taki zamiar.

Nie zmienia to jednak faktu, że takie punkty były, a ja zamiast cieszyć się lekturą wyliczałam je w myślach i zrezygnowana kręciłam głową.

 

Odłożyć na półkę?

           Gdy po raz wtóry zastanawiałam się czy jest sens by czytać tę książkę do końca był jeden powód, dla którego zdecydowałam się by wytrwać, to nadzieja, że zakończenie wprawi w przyjemne drganie moje szare komórki. Niestety tak się nie stało.

           Po drodze wiele razy potykałam się o niekonsekwencję autora i brzydki zwyczaj mówiąc kolokwialnie przeginania w kwestii bohaterów. Jeżdżenie w tą i z powrotem na trasie Paryż – Nowy Jork było jak za pstryknięciem palcami, ciąża za ciążą i ogrom katastrof przypadających średnio na jednego bohatera była tak zatrważająca, że kojarzyło się to albo z przerysowaniem albo co gorsza z Hiobem. I te zbiegi okoliczności…

 

Qvo vadis Musso?

         Może dlatego, że uwiodły mnie jego powieści okraszone szczyptą magii, czy nawet jak w Central Park obłędem w który zostałam wciągnięta, pewną dozą nierealności, która pochłania bez reszty oczekiwałam, że tutaj spotka mnie to samo. Tymczasem Musso zmienia kierunek i decyduje się iść utartym szlakiem, znajomą drogą, podąża z tłumem. Dlaczego, ach dlaczego?

         Historia jaka jest przedstawiona w Dziewczynie z Brooklynu jest taka jak masa innych historii, nie ma tam niczego zaskakującego, nawet wątek masakry z przed 10 lat jakoś nie wywołał szoku, nie wywołał skrajnych emocji do tego stopnia by pod nosem szeptać sobie „O jacie…”. To wszystko kiedyś już było, sfilmowane było, opisane było, ja chciałam czegoś zupełnie nowego. Czyżby znaczyło to, że autor od tej pory zamierza karmić nas tanim powielaniem oklepanych historyjek? Oby nie!

 

Co dalej?

         Cóż, mimo, że w przypadku tej książki moje rozczarowanie jest tak duże, Musso to autor, który ma u mnie zieloną kartę, a to znaczy, że nie skreślę go tylko dlatego, że raz mu się noga powinęła.

Nie znaczy to jednak, że tę książkę mogę polecić z czystym sumieniem i z pełnym przekonaniem.

Dla mnie jest zdecydowanie za słaba jak na standardy Musso, a Wy oceńcie sami.

 

3 thoughts on “Guillaume Musso – Dziewczyna z Brooklynu”

  1. Widzę że mamy podobne odczucia co do tej książki. Była dobra, choć bez efektu wow. Myślałam że moje rozczarowanie było spowodowane tym że książkę Musso czytałam po znakomitym kryminale z mega zagadką.
    Pozdrawiam

    1. Ja się bardzo zawiodłam, szkoda, mam głęboką nadzieję, że Musso nie pójdzie w tym kierunku.
      A co to była za książka? Ta taka mega ciekawa?

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *