Recenzje

Alex Marwood – Najmroczniejszy sekret

Tytuł: Najmroczniejszy sekret

Autor: Alex Marwood

Wydawnictwo: Albatros

Kategoria: Thriller psychologiczny

 

 Twórcza niemoc

       Zasiadłam do pisania opinii i szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć, żeby już od samego początku nie zniechęcić Was do książki.

        Trafiłam na nią na jakiejś promocji marketowej, a że wcześniej czytałam Dziewczyny, które zabiły Chloe, pomyślałam, czemu nie, może i ta okaże się przyzwoitą lekturą.

Czy się okazała? Cóż…

 

Wspólna tajemnica łączy na wieki

          Czytelnik wpada w sam środek dwóch światów, w pierwszym zawiązuje się mroczna tajemnica, w drugim obserwujemy jakie żniwa zebrała.

        Dwanaście lat temu Sean, milioner i inwestor budowlany w jednej ze swojej willi przeznaczonej na sprzedaż postanawia wydać przyjęcie dla swych przyjaciół z okazji swoich pięćdziesiątych urodzin. Przybywają wszyscy zaproszeni wraz z rodzinami. Wszystko zapowiada się wspaniale. Sean znany ze swej hojności i wystawnego życia nie żałuje na zorganizowanie rozrywek, wystawnego jedzenia i drogiego alkoholu. Dla lubiących ostrą jazdę znajdują się też innego rodzaju używki. Jego plan zostaje naruszony już w momencie przyjazdu gości, gdy jego małżonka Claire wyrzuca z domu ich nianię. Dzieci zarówno jego jak i przyjaciół są zdane na ich opiekę co zupełnie mu się nie podoba. W dodatku zupełnie zapomniał, że to ten weekend, kiedy przyjeżdżają jego córki z pierwszego małżeństwa. Szybko się jednak otrząsa z tej „niezapowiedzianej” wizyty postanawia ją wykorzystać. Zarządza, że to właśnie one zajmą się młodszymi dziećmi po to aby dorośli mogli w spokoju świętować. Jak można się spodziewać wszystkim się to podoba prócz samych nastolatek. Niepokorne, krnąbrne a tak naprawdę zagubione między rozwodem swoich rodziców a nową rodziną ojca. Nastoletni bunt i rozgoryczenie dochodzą w nich do głosu postanawiają wyjechać po karczemnej awanturze, którą w zasadzie nie wiadomo kto komu urządził, czy one ojcu czy ojciec im. Wtedy dzieci zostają pod opieką Simone. Nastoletnia córka Roberta i pasierbica jego żony Marii zdaje się odstawać od równych jej nastolatek. Piękna, ale cicha, wyważona a przede wszystkim pogrążona w bezgranicznej miłości do Seana. Jest w stanie zrobić dla niego absolutnie wszystko, dlatego, kiedy ma okazję do tego aby mu się przypodobać bez cienia grymasu opiekuje się młodszymi dziećmi. W międzyczasie upokorzona i zdruzgotana Claire również opuszcza przyjęcie, pośpiesznie udając się do swojego domu w Londynie. Coco i Ruby zostają pod opieką ojca.

I wtedy właśnie dochodzi do tragedii, Coco znika.

 

       Dwanaście lat później dorosła już Camilla dostaje telefon od matki, z wiadomością, że ojciec nie żyje. Ani pierwsza żona Heather, ani druga Claire nie chcą pojechać zidentyfikować ciała. Wszyscy liczą, że zrobi to Milla chociaż ona nie ma na to specjalnej ochoty. Żal do ojca mimo, że minęło już tyle lat nie przebrzmiał. Niestety nie ma innego wyjścia udaje się do kostnicy by po raz ostatni raz spojrzeć na człowieka, który tak bardzo ją zawiódł.

       Nietypowa prośba Claire doprowadza do tego, że w podróż na pogrzeb, która jednocześnie jest podróżą do przeszłości Milla nie wyrusza sama.

 

Podwójna konstrukcja

         Książka podzielona na dwie części pozwala nam na jednoczesne śledzenie wydarzeń z przeszłości i z teraźniejszości. Część opisująca to co już się stało została podzielona na wiele podrozdziałów, w których możemy popatrzeć na sprawę ze strony poszczególnych uczestników tamtego wydarzenia. Jest to o tyle korzystne dla czytelnika, że ma szansę wyrobienia sobie swojego zdania na podstawie wrażeń kilku osób. Ja sama dopóki nie poznałam punktu widzenia Claire postrzegałam ją jako tanią, próżną laleczkę, której dzieci przydarzyły się przypadkiem i która nie ma innych problemów poza zazdrością i złamanym paznokciem. Och jak łatwo ulegamy czarno białym złudzeniom. Dzięki poznaniu historii z kilku różnych punktów widzenia sami możemy wyrobić sobie zdanie o tym co wydarzyło się tamtej nocy, kiedy zaginęła Coco. Nasze osądy i przekonania dodatkowo lepiej pozwalają zrozumieć to czym się kierowali bohaterowie działając w ten sposób. Nie znaczy to, że musimy to popierać, ale łatwiej jest pojąć co nimi kierowało.

       Część opisująca teraźniejszość składa się z rozdziałów w których towarzyszymy Milli. Narracja pierwszoosobowa przybliża nas do bohaterki do tego stopnia, że można samemu przejść przez emocje jakich ona doświadcza. Camilla ma na głowie swoje problemy, niezupełnie potrafi odnaleźć się w życiu i z żalem patrzy na to jak ono teraz wygląda. Dzięki podróży udaje jej się zrozumieć jak wiele błędów dotychczas popełniła, nie jest jeszcze za późno by wszystko naprawić i w tym zgiełku odnaleźć samą siebie. 

 

Pierwsze rozczarowanie

          Nie będę kłamać, przez pierwsze 250 stron miałam nieodpartą ochotę, żeby rzucać książką i wbić zęby w ścianę. Po opisie jaki reklamuje ten thriller spodziewałam się, że mnie wręcz wessie do środka i pochłonie na resztę wieczoru. A tu nie dość, że mnie nie pochłonęła to jeszcze skazała mnie na czytanie z zaciśniętymi zębami bynajmniej nie z wrażenia i przyjemnego napięcia. Wytrzymałam tylko dlatego, że stwierdziłam, że głupio tak odkładać książkę po której sobie wiele obiecywałam.

        Mnogość i kosmiczne imiona bohaterów doprowadzały mnie do pasji, dodatkowo niesamowita ilość bezsensownych szczegółów zarówno z przeszłości jak i teraźniejszości mnie wręcz nużyła. Nie wnosiły one nic do akcji natomiast powiększały objętość książki. Bardzo nie chcę myśleć, że to był celowy zabieg autorki w akcji pt. Idziemy na ilość nie na jakość. Niesmak jednak pozostał mi do teraz.

 

Łał…

         Po tym jak dzielnie wytrzymałam i w czytaniu zaszłam za połowę pojawiło się coś na kształt akcji i napięcia. Pamiętam, że poczułam to przyjemne mrowienie, zaciekawienie i ekscytację, które pozwoliły mi dobiec do samego końca niemal z językiem na brodzie w oczekiwaniu na to jak to wszystko się rozwiąże i zakończy.

       Zachowanie bohaterów wykrystalizowało się, nie trzeba się było przebijać przez gąszcz niepotrzebnych informacji. Akcja nabrała tempa, do tego stopnia, że nawet mi zaparło dech. I trwało to niestety tylko 100 stron, które połknęłam na raz. A później było już tylko…

 

  Noż kur…

         Mogłam się spodziewać, że skoro początek był słaby to zakończenie będzie nie lepsze. Ale ja jak głupia wierzyłam, w tą rozkręcającą się akcję, ten moment czytelniczego wzlotu. I przyszło mi się rozczarować. Było tragiczne. I nie mam tu na myśli losów bohaterów. Niestety nie.

       Kiedy dobiegałam już do ostatnich stron coś mi zaczęło nie pasować. Niedokończone wątki zostawione ot tak sobie. Dziwne zachowania bohaterów, niekonsekwencja autor  ki w płynności historii. Te rzeczy sprawiły, że siadłam sobie i pomyślałam, że to jednak był stracony czas.

       Może gdyby autorka nie traciła cennych kartek na pisanie o pierdołach na początku i denerwowanie czytelnika, na końcu nie żałowała by papieru na to by dokończyć ciekawie zapowiadające się wątki i doprowadzić wszystko do końca. A wtedy nawet krzyknęłabym „Jes, jes, jes” jak to przy czytelniczych orgazmach bywa.

       Mimo, że rozwiązanie zagadki poznajemy my, to jednak są osoby, które do końca pozostają w nieświadomości karmione tanimi kłamstwami, a ja właśnie tak bardzo byłam ciekawa jak najbliżsi Coco zareagują na prawdę. I co? I nic. Ja wiem, oni nie i z tym mnie zostawia autorka. I to nawet nie jest niedosyt, to jest powiem wprost koncertowo zawalone zakończenie i nie wiem dlaczego ostatnio często na takie trafiam.

 

To chyba oczywiste

         Może i  Alex Marwood się starała, nie powiem, że nie, ale z przykrością muszę stwierdzić, że jej nie wyszło. O tyle o ile Dziewczyny, które zabiły Chloe dało jakoś radę o tyle Najmroczniejszy sekret poległ zupełnie. A taki fajny pomysł był, szkoda.

        Oczywistym jest, że książki nie polecam, ja swoją odstawię gdzieś na odległą półkę i zapewne odejdzie w zapomnienie i w moim domu i w mojej pamięci.

 

4 thoughts on “Alex Marwood – Najmroczniejszy sekret”

  1. Kocham Twoje recenzje i to nie są przesadzone słowa 😂 Ilekroć wchodzę na Twoją stronę czuję dreszczyk ekscytacji – Monika miała czytelniczy orgazm czy też nie 😂😂 I mimo, iż wiedziałam już czego mogę się spodziewać po Twojej recenzji tym razem to i tak przeczytałam od deski do deski.
    Książki nie czytałam i jednak chyba ją sobie odpuszczę. Najbardziej czego nie lubię w książkach to właśnie niepotrzebnych treści i powtarzania wszystkiego w kółko byle by zapchać strony. Irytuje mnie to i odbiera chęci sięgania po inne książki. Więc, dziękuję! Postoję! Książki nie przeczytam 😛
    Miłego dnia i miłej lektury w końcu!!

    1. Kochana, to co mówisz jest jak miód na moje serducho. Dziękuję Ci ślicznie, bardzo się cieszę, że Ci się u mnie podoba. :))))
      A tak w ogóle to następnym razem zanim polecę Ci książkę przeczytam do końca. Bo tutaj trafiłyśmy na ten punkt “Łał”, a kto mógł przewidzieć, że później będzie tylko czarna literacka rozpacz. 😀
      Jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję. Buziaki!! :*

  2. Właśnie skończyłam czytać “Najmroczniejszy sekret” i jestem ciekawa jak inni odebrali tą książkę, i tak właśnie trafiłam na twoją recenzje. Zgadzam się z tobą tylko co do zakończenia, bo mnie ta książka zainteresowała, nawet jeśli już przeczuwałam co się stanie gdy doszłam do opisu budowy basenu…
    Dała mi do myślenia o wszystkich zaginionych osobach, których nigdy nie odnaleziono, i przypomniała mi się historia zaginionej dziewczynki kilka (kilkanaście?) lat temu w Portugalii. Było o tym głosno i mówiono o tym na całym świecie. Do dziś nie wiadomo co się z nią stało…
    Wracając do książki. Zakończenie tez mnie bardzo rozczarowało z tego samego powodu co ciebie. Niezakończone wątki, to że tylko czytelnik poznał prawdę, i można się tylko domyślać ,że to Simone,która okazała się psychopatką stoi też za śmiercią Lindy i może nawet samego Seana.
    Ja ogólnie książkę oceniam na taką 7/10. I sięgnę po inne książki tej autorki.

    1. Witaj, cieszę się bardzo, że do mnie trafiłaś, a jeszcze bardziej, że znalazłaś czas, aby przeczytać moją opinię. 🙂
      Zupełnie zapomniałam o tym wydarzeniu z Portugalii, ale teraz jak mi o tym przypomniałaś dałaś mi do myślenia. Inną rzeczą na którą mi wskazałaś jest możliwość udziału Simone w śmierci Seana, bo przecież autorka mogła mieć na myśli absolutnie wszystko, a nie do końca zrównoważona Simone mogła zrobić nawet to.
      Co do ogólnej opinii… Cóż, tym ciekawej jest, że mamy inne odczucia. 🙂
      Przyznam Ci się, że mi została jeszcze jedna książka tej autorki: Zabójca z sąsiedztwa i też na pewno po nią sięgnę. Mam nadzieję, że będziemy miały i przy niej okazję wymienić poglądy.
      Pozdrawiam Cię serdecznie Asiu!! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *