Recenzje

Tarryn Fisher – Bad Mommy. Zła mama

     

Tytuł: Bad Mommy. Zła mama

Autor: Tarryn Fisher

Wydawnictwo: SQN

Kategoria: Thriller psychologiczny

 

 Nowość?

         14 czerwca miała miejsce premiera książki Bad Mommy. Zła mama, a do mnie ona dotarła zupełnie niedawno.

         Z niecierpliwością przebierałam nóżkami, żeby skończyć aktualnie czytaną powieść by w końcu zabrać się za Złą mamę.

        Do kupienia jej skłoniły mnie dwie rzeczy.

Pierwszą był opis z okładki, to na jego podstawie stwierdziłam, że całkiem możliwe, iż szykuje się przyjemna thrillerowa uczta.

Drugą rzeczą był szum na portalach książkowych, wszyscy bezwstydnie zachwalali tę książkę, postanowiłam zatem sprawdzić o co tyle krzyku.

 

Tarryn Fisher

            Fani autorki doskonale widzą, że to nie jest jej pierwsza książka. Sądząc po sukcesie jaki odniosła można też wnosić, że nie ostatnia.

          Kim w takim razie jest młoda i urodziwa Tarryn?

          Wychowała się w Johannesburgu w RPA. Na Florydzie ukończyła psychologię. Mieszka w Waszyngtonie wraz z narzeczonym, dziećmi i psem husky.

          Dodatkowo poza pisarstwem zajmuje się prowadzeniem wraz z przyjaciółką modowego bloga. Zakochana w ludziach, deszczu, coca – coli i Instagramie.

          Napisała między innymi thriller Margo oraz serię książek: Mimo moich win, Mimo twoich łez oraz Mimo naszych kłamstw. Wraz z Colleen Hoover jest autorką powieści Never Never.

 

Zwyczajne małżeństwo, zwyczajne sąsiedztwo

             Główni bohaterowie Jolene i Darius Avery wraz ze swoja trzyletnią córeczką Marcy mieszkają na przedmieściach, prowadzą spokojne i szczęśliwe życie. Kiedy dom w ich sąsiedztwie zostaje wystawiony na sprzedaż nie mają pojęcia, że jego nowa lokatorka wywróci ich życie do góry nogami, ani z tego, że z czasem zakwestionują przypadek przez który się tam znalazła.

           Fig, nowa mieszkanka sąsiedniego domu bardzo szybko zyskuje sobie ich sympatię i zaufanie. Jo i Darius są nią zachwyceni i nawet przez myśl im nie przejdzie, że są częścią misternie uknutego planu. Zapraszają ją na swoje podwórko, do swojego gustownie urządzonego domu i do swojego życia utkanego z chwil szczęścia.

           To Darius jako pierwszy zaczyna zauważać dziwne zwyczaje Fig, wspomina o tym Jolene jednak ona, która za wszelką cenę chce widzieć w ludziach tylko dobro bagatelizuje sprawę. Tymczasem Fig powoli ale sukcesywnie miesza i kradnie po kawałku ich życie.

            Do czego zmierza? Jak daleko się posunie? I do czego to wszystko zaprowadzi? Czy osiągnie swój cel?                                         

 

Gra w życie, gra w pozory

             Jolene i Darius to małżeństwo z pozoru jak z obrazka.

Ona spełnia się zawodowo i mimo, że robi to pod pseudonimem przynosi jej to niemałą radość, natomiast Darius jest psychologiem. Codziennie pomaga swoim pacjentom zmagać się z życiem i własnymi problemami. Wychowują razem małą, rezolutną Marcy, która jest oczkiem w ich głowie.

           Fig to kobieta na pierwszy rzut oka owładnięta potrzebą posiadania. Ale nie o rzeczy jej chodzi, ona ma inne potrzeby, chce mieć życie Jelene, chce być żoną Dariusa, matką Mercy, chcę mieć taki sam dom. Zatem już na samym początku stawiamy znak zapytania obok informacji na temat zdrowia psychicznego „uroczej” sąsiadki.

           Takie było moje pierwsze wrażenie, natomiast wraz z każdą przewracaną stroną przekonywałam się, że tak naprawdę nikt tam nie jest czysty jak łza. I może właśnie ten brak lukru, a zamiast tego wielowymiarowość postaci kupiły mnie najbardziej.

 

Trudne początki

              Muszę przyznać, że po kilku pierwszych stronach zaczęłam się zastanawiać czy jest sens czytać dalej, skoro jak mi się wtedy wydawało autorka wyjaśnia wszystko już na początku. Denerwowałam się, że skoro wiem, znam prawdziwe motywy sąsiadki lektura już nie będzie tak pasjonująca. Ot, na końcu okładki pada kilka pytań, w początkowych rozdziałach padają odpowiedzi na nie, a co na pozostałych 250 stronach?

           Tym razem zaufałam czytelnikom, którzy tę lekturę mieli już za sobą, uznałam, że tyle osób przecież nie może się mylić, coś tam jeszcze musi być. I było, i to jak było!

 

 

Trzy części, trzy narracje

             Autorka zrobiła w tej książce coś, co ja lubię najbardziej. Przedstawiła punkt widzenia każdego z bohaterów trójkąta. Dzięki temu mogłam poznać motywy i uczucia wszystkich przy jednoczesnym zdystansowaniu się do reszty. Każde z nich przyznaje się do swoich grzechów i każde stara się je jakoś usprawiedliwić, czytelnik zaś czuje się jak w sądzie przy najlepiej skonstruowanych mowach końcowych adwokatów oskarżonych.

          Moje początkowe obawy dotyczące tego, że na początku zostało już wszystko powiedziane zostały rozwiane niczym pył z dmuchawca. Zagłębiając się w historię całej trójki chłonęłam stronę za stroną w oczekiwaniu co jeszcze może się wydarzyć w tym niecodziennym układzie.

           To nie jest zwykłe opowiadanie o małżeństwie i kochance, to stadium obsesji, miłości i grzechu zawiedzionego zaufania. Każda osoba z tej trójki przeżywa swój dramat i stara się poradzić sobie z nim najlepiej jak umie. Nie zwraca przy tym uwagi, że rykoszetem obrywają najbliżsi.

            Zaglądając w głowy każdego z nich pierwsze co rzuca się w oczy to plątanina myśli i wielorakość motywacji czynów jakich się dopuścili. Nikt nie jest bez winy, ale i tej winy nie można porównywać jedną skalą. Dzięki potrójnej narracji mamy szanse zrozumieć motywy każdego z nich i tylko od nas zależy komu okażemy łaskę, a kogo skażemy na moralne potępienie. Szczerze mówiąc daleka jestem od zrzucenia winy na oczywiste postacie przy jednoczesnym wybieleniu tej trzeciej. I pozostanę już z tym pytaniem czy gdyby Jo wcześniej posłuchała Dariusa to czy wszystko potoczyłoby się inaczej i czy to na pewno byłoby lepsze?

 

Instagram

            Terryn Fisher bardzo zgrabnie wplotła w tę historię znany portal społecznościowy. W dzisiejszych czasach jak mówi znana fraza, jeśli nie ma się konta na jednym z portali społecznościowych to się nie istnieje.

Tutaj zaś Instagram pełnił dwie funkcję.

Pierwszą z nich było okno przez które spoglądała Fig by kontrolować co dzieje się w domu sąsiadów, a czego nie dosięgło jej oko podczas nieskończonej ilości wizyt.

Druga zaś funkcja była bardziej pikantna, bo to właśnie pośrednio dzięki Instagramowi wyszedł na jaw pewien brudny sekret, którego oczywiście zdradzić Wam nie mogę, nie chcę psuć zabawy tym, którzy czytanie książki mają jeszcze przed sobą.

          Niemniej jednak autorka jasno wskazuje na to, że ten świat, który pokazujemy za pomocą umieszczanych w internecie zdjęć nie zawsze pokrywa się ze światem rzeczywistym. Czasami jest tylko piękną fasadą rozgrywającego się w środku dramatu.

 

Rozdział za rozdziałem

            I tak rozdział za rozdziałem, klucząc po meandrach ludzkiej psychiki, podpatrując życie bohaterów niczym sama Fig, przez okna i dziurkę od klucza poznałam całą historię.

          Muszę przyznać, że pomysł był niezły, co prawda nie wyrwał mnie z butów, a jednak miło spędziłam wieczór czytając tę książkę.

          Jedyne czego mi zabrakło to mocnego zakończenia, bo to co zrobiła autorka było zostawieniem otwartej furtki. Poczułam wtedy totalną niemoc bo liczyłam na to, że wszystko wyjaśni się raz na zawsze.

Nie stało się tak, Terryn zostawia nas w pół kroku, w niedosycie, w niedopowiedzeniach. I to mnie właśnie rozczarowało.

To nie zmienia jednak faktu, iż cieszę się, że sięgnęłam po Bad mommy. Może to nie była wystawna thrillerowa uczta, ale całkiem przyzwoita czytelnicza kolacja jak najbardziej, zatem serdecznie polecam.

 

 

6 thoughts on “Tarryn Fisher – Bad Mommy. Zła mama”

  1. A wiesz, często mi się ta książka przewijała przed oczami, ale jakoś nie miałam okazji jeszcze jej przeczytać. Chyba po prostu mam ciekawsze pozycje na tapecie 😉 Fajnie zrecenzowałaś, może kiedyś sięgnę po “Złą mamuśkę” 😉

    1. Kochana, ja na nią już od premiery polowałam, ale zawsze coś innego wpadało mi w ręce. Lubię thrillery psychologiczne, może ten nie trzymał w niesamowitym napięciu, ale czytało się przyjemnie. Jak przeczytasz koniecznie daj znać, jestem bardzo ciekawa co byś o nim powiedziała. 🙂

  2. Bad mommy to jedna z ciekawszych książek jakie czytałam w tym roku ☺️ Postać Fig mnie ogromnie zaciekawiła. Wywoływała u mnie taki dziwny niepokój. Bardzo dobrze czytało mi się część w której ona była narratorem. Natomiast zawiodłam się trochę na naracji Dariusa. Mimo że uwielbiam w książkach “przemyślenia” mężczyzn , tutaj źle mi się to czytało. Jednak ogólnego obrazu książki mi nie zepsuło 😃 I niedługo sięgam po następną książkę Tarryn 😊

    1. A ja Ci właśnie powiem, że najbardziej zaintrygowała mnie postać Dariusa, zwłaszcza, że przy narracji Fig był przedstawiony jako ideał mężczyzny zapatrzony w swoją żonę. A później wychodzą na jaw jego brudne sekrety. I to jego przekonanie, że kocha żonę, a robi to co robi bo musi. Na boga, jak można jednocześnie kochać i być takim sukinsynem? A co powiesz o zakończeniu? Usatysfakcjonowało Cię?
      A wiesz, że ja też zamierzam się zabrać za inne książki tej autorki? Trzeba przyznać, że zapowiadają się obiecująco. 🙂

  3. Książka bardzo dobra, mnie wciągnęła od razu i chyba ani przez chwile nie naszła mnie ochota na odłożenie jej na bok 🙂 Zakonczeniem też jestem trochę zawiedziona, i czytając recenzje widzę, że jest więcej takich osób 🙂

    Pozdrawiam

    1. Ja miałam tak tylko na początku, ale później wręcz pożerałam kolejne strony. Tylko właśnie to zakończenie… Ale może w następnej książce autorka już nie zrobi takiego numeru.:)
      A która z narracji podobała Ci się najbardziej?

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *