Recenzje

Clare Mackintosh – Pozwolę ci odejść

 

Tytuł: Pozwolę ci odejść

Autor: Clare Mackintosh

Wydawnictwo: Prószyński i Spółka

Kategoria: Thriller psychologiczny

 

Gdyby tak porównać…

           Gdy zaczynałam czytać „Za zamkniętymi drzwiami” spodziewałam się powieści wstrząsającej, rwącej emocje na strzępy. Wszak temat przemocy w rodzinie nie jest łatwym, ale tkwi w nim ogromny potencjał.

Dokładnie pamiętam jak mnie ta książka rozczarowała, jak nieustannie towarzyszyło mi uczucie przekombinowania i jak zabrakło tam przysłowiowej kropki nad „i”. Dodatkowo szum wokół tej powieści, zachwyty nad nią były dla mnie trudne do zrozumienia. Czasami miałam wrażenie, że to nie książka się broni, ale sprytne zabiegi marketingowców wynoszą ją nad poziomy. Słabe.

        A później w moje ręce wpada powieść Caire Mackintosh, a ja wręcz zaniemówiłam z zachwytu. Nie da się nie porównać tych dwóch książek o tej samej tematyce i nie da się nie zauważyć kolosalnej różnicy między warsztatem obu autorów, podejściem do tematu, umiejętnością poprowadzenia fabuły.

        Ta książka całkiem przypadkowo znalazła się w moim posiadaniu i tak samo zupełny przypadek sprawił, że po nią sięgnęłam. Moje zaskoczenie było ogromne.

 

Clare Mackintosh

         O samej autorce wiemy niewiele. Z zawodu kiedyś policjantka teraz dziennikarka i pisarka. Życie odcisnęło na niej swoje piętno zabierając jej syna w piątym dniu jego życia. Wtedy postanowiła zwolnić i odejść z policji, która stanowiła nie tylko jej zawód, ale była jej pasją.

Kiedy zaczęła jej zabierać zbyt wiele czasu, który mogłaby poświęcić rodzinie stwierdziła, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Postanowiła zacząć pisać i szybko znalazła zatrudnienie jako dziennikarka, stamtąd było już tylko o krok od zostania pisarką.

          Pozwolę ci odejść to jej debiut, ale jakże trafiony. Sama mówi, że pomysły czerpie z życia i doświadczenia. Praca w policji pokazała jej rzeczy, o których zwykli ludzie dowiadują się tylko z gazet i wiadomości telewizyjnych.

 

Rodzinny dramat

           Wszystko zaczyna się od tego jak matka ze swoim pięcioletnim synem Jacobem beztrosko wracają po szkole do domu. Nagle Jacob wyrywa swoją maleńką rączkę z dłoni matki by pobiec do domu. Niestety auto pojawiające się znikąd, potrąca go, a chłopiec ginie na miejscu. Sprawca wypadku ucieka nie udzielając pomocy. Zrozpaczona matka niemal fizycznie czuje jak w jednej sekundzie jej świat runą. Pogrąża się w bezkresnych czeluściach żałoby.

         Ten wypadek jednak łączy dwie kobiety, bo już na kolejnych stronach poznajemy Jenne Gray, rzeźbiarkę, która z powodu kontuzji nie jest w stanie wrócić do swojego zawodu, który również jest jej pasją. Ona także przeżywa żałobę. Żałobę można powiedzieć wręcz potrójną bo po dwójce dzieci i utraconych marzeniach. Los jednak uśmiecha się do niej pod postacią pewnego sympatycznego doktora weterynarii, jednak przyjdzie jej się przekonać, że czasami uśmiech losu może okazać się uśmiechem ironicznym.

        W tym samym czasie poznajemy Raya Stevensa, komisarza policji i jego partnerkę Kate Evns. Mimo, że śledztwo utyka w martwym punkcie i z powodu braku dowodów zostaje umożone Kate nie poddaje się i nie ustaje w poszukiwaniach zabójcy chłopca. Stawia to w niezręcznej sytuacji jej przełożonego, który na granicy niesubordynacji pozwala jej działać mimo, że jego szefowa stanowczo sprzeciwia się podejmowaniu jakichkolwiek działań w tej zamkniętej już sprawie.

        Akcja toczy się dwutorowo co daje możliwość czytelnikowi postawienia się po obu stronach barykady. Obserwacja działań policji przy jednoczesnym towarzyszeniu Jane w jej żałobie sprawia, że osoba, która czyta nie wie czego może się spodziewać gdy ze strony na stronę sprawy przybierają coraz to inny obrót, a wszystko prowadzi do zaskakującego, wręcz mrożącego krew w żyłach finału.

 

Czytelnicza uczta

           Na sukces tej książki złożyło się wiele czynników, ale uważam, że kluczowe są dwa. Pierwszy to możliwość śledzenia przestępcy wraz policjantami, a co za tym idzie podejrzenia ich pracy od kuchni.

        Drugi to do bólu głęboka analiza tragedii, a także przeżywania na różne sposoby żałoby. W tej książce nie ma ludzi sztucznie szczęśliwych, autorka w genialny sposób nakreśla trudy życia i brutalność losu. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie bohaterek, którym śmierć najbliższych odebrała sens i wolę życia, ale także stróżów prawa, którzy oprócz pracy mają życie osobiste i związane z nim problemy z którymi muszą się mierzyć.

        Zwroty akcji prowadzą czytelnika po meandrach życiowych doświadczeń i wyraźnie przypominają, że nic nie jest czarno białe, a także o tym, że największe zło może przyjść do nas ze strony najbliższych nam osób.

        We wstępie wspomniałam o genialnym wręcz nakreśleniu przez autorkę problemu przemocy w rodzinie. Nie mogę tego tematu rozwinąć w odniesieniu do tereści dlatego, że nie chcę ujawniać zbyt wielu szczegółów książki. Mogę natomiast z całą pewnością napisać, że ujęcie tego tematu przez Clare Mackintosh mi zaparło dech w piersiach i sprawiło, że długo jeszcze po odłożeniu tej książki nie mogłam się otrząsnąć. Pojawia się wtedy pytanie gdzie sięga granica zła którą człowiek może wyrządzić człowiekowi, a po za kończeniu lektury czytelnik zaczyna wątpić w to, że takie granice w ogóle istnieją.

 

Polecam!!

           Coraz rzadziej zdarzają się książkowe perełki przy czytaniu których ma się wrażenie jakby czas się zatrzymał i istniał tylko świat książkowych bohaterów. Zdecydowanie za rzadko można trafić na fabułę trzymającą w napięciu, błyskotliwe, rzeczowe i nieprzerysowane dialogi, misternie zbudowane kreacje bohaterów.

Ja miałam to szczęście i na taką książkę trafiłam. Czytałam z zapartym tchem i dłońmi zaciśniętymi na czytniku, serce łomotało mi w piersi gdy biegłam wraz z akcją ku ujęciu winnego i rozwiązaniu zagadki.

Tak, to była jedna z tych perełek.

 

Gorąco polecam!!

 

 

 

 

2 thoughts on “Clare Mackintosh – Pozwolę ci odejść”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *