Recenzje

Jane Casey – Spalone

Tytuł: Spalone
Autor: Jane Casey
Wydawnictwo: Prószyńskie i S-ka
Kategoria: Thriller
 
 
Wygrzebuję zaległości
         Ze względu na to, że uzbierał mi się już całkiem pokaźny stosik wstydu, a raczej regał hańby, postanowiłam, że będę czytać to co mam i kategorycznie zabroniłam sobie dokupowania nowych książek. 
Póki co działa, stosik się zmniejszył. Tym właśnie sposobem wpadł mi w ręce thriller Jane Casey pt. “Spalone”.
        Nie pamiętam w jakich okolicznościach tę pozycję nabyłam i znając mnie pewnie pokusiłam się na nią przez opis i okładkę. A jak już wiem nie zawsze one są rzetelną zapowiedzią tego co czeka mnie w środku, ale o tym za chwilę.
Jane Casey
Z tylnej części okładki dowiadujemy się, że autorka urodziła się i dorastała w Dublinie. Studiowała filologię angielką w Jesus College w Oksfordzie natomiast magistra literatury zdobyła w Trinity College.
Obecnie pracuje w wydawnictwie jako redaktorka książek dla dzieci.
“Spalone” to jej druga książka. Pierwsza nosiła tytuł “Zaginione”.
I…akcja!!
Detektyw Maeve Kerrigan należy do zespołu prowadzącego śledztwo w sprawie okrutnych, seryjnych zbrodni. Morderca, nazwany Palaczem torturuje swoje ofiary przed śmiercią, po czym podpala ich ciała i zostawia w odludnych zakątkach miasta. Gdy po raz kolejny zostają znalezione spalone zwłoki kobiety wszystko wskazuje na to, że to następna ofiara Palacza.
Ofiara Rebecca Haworth, piękna i bystra pracownica wielkiej korporacji kryła przed światem niejeden sekret. Maeve zanurza się w świat pełen tajemnic i niedomówień, świat w którym żyła Rebecca. Rozpytuje wśród jej najbliższych, bierze pod lupę jej chłopaka Gilla Maddicka i piękną przyjaciółkę Louise North.
W toku śledztwa okazuje się, że z pozoru idealne życie zamordowanej miało trochę ciemniejsze barwy. Brudny świat narkotyków i zagadkowa śmierć w przeszłości rzucają zupełnie inne światło na ofiarę.
Maeve nie odpuszcza, a seksistowskie docinki ze strony kolegów z pracy nie zniechęcają jej, wręcz przeciwnie, stara się przez to podwójnie i nie jest w stanie jej nic przeszkodzić. Nawet związek, który chyli się ku upadkowi.
        Gil Maddick to były partner Rebeccy, ze swoją zabarwioną kryminałem przeszłością staje się pierwszym podejrzanym. Śledcza za wszelką cenę pragnie udowodnić, że to właśnie on podszywa się za Palacza i stoi za morderstwem Haworth.
        W grze bierze udział jeszcze jedna osoba – to przyjaciółka ofiary Louise North. Żyjąca zawsze w jej cieniu, chcąca za wszelką cenę się do niej upodobnić, dziś piękna i wyniosła kobieta. Louise ma swoje tajemnice, do których nie chce nikogo, a tym bardziej Maeve dopuścić. Prowadzi też gierki na polu sercowym, a w wir jej kłamstw zostaje wciągniętych coraz więcej osób.
       
Zwycięzca? No nie do końca
Akcja książki opowiedziana jest z trzech perspektyw. 
Opowiadają przede wszystkim Maeve i Louise, dzięki temu otrzymujemy trójwymiarowy obraz sytuacji. Jest to jeden z moich ulubionych typów narracji. Dzięki przeskakiwaniu z jednego punktu widzenia na drugi książka czyta się sama. Okładka piękna, wciągająca, pobudzająca wyobraźnię, opis z tyłu książki, wywołuje tak bardzo lubiany przez książkoholików głód treści, a jednak to nie wystarczyło.
Przede wszystkim to fakt, że treść tak rozbiega się z zapowiedzią, jest powodem mojego gorzkiego rozczarowania.
Chciałam krwi, makabrycznych scen (i nie odsyłajcie mnie teraz do Mastertona i jego horrorów), nieoczekiwanych zwrotów akcji, a dostaję powieść o śledztwie jakie prowadzi jedyna wśród mężczyzn (a jakże), narażona na grad seksistowskich uwag kobieta, która biega wokół szefa jak piesek śliniący się na uwagę swojego pana. Tkwi w związku, który tak naprawdę związkiem nie jest i udaje, że nie widzi, jak kolejny facet zaczyna taniec godowy wokół niej. Tak, wątek romansowy został muśnięty, autorka na szczęście miała na tyle przyzwoitości, że to nie wokół niego wszystko się kręciło, a wokół… 
        No właśnie. Czego?
Tutaj jest problem, bo nie jestem w stanie nic powiedzieć o jakiejkolwiek akcji. Jedno zdarzenie miało miejsce, to fakt, i to był jedyny moment dynamiki w tej książce. Obiecany smakowity kąsek w postaci socjopatycznego mordercy pojawia się owszem, ale jakby nie na naszym stole. Szkoda, bardzo szkoda, taki potencjał się zmarnował.
Kolejnym rozczarowaniem jest sposób w jaki zostaje odkryty morderca. Nic się nie dzieje, kompletnie, a później bum, spływa olśnienie i już wszystko wiadomo. I następuje to czego szczerze w książkach nienawidzę czyli…zakończenie przed zakończeniem. Nie ma wtedy czytelniczego orgazmu, po dwóch trzecich książki już wszystko wiadomo, brak zaskoczenia i tak naprawdę czytanie do końca równie dobrze można sobie podarować.
Gdybym miała powiedzieć, która postać najbardziej mi się spodobała byłaby to Louise. Jedyna ogarnięta babka w tym wszystkim, wiedziała co robi, dlaczego i świetnie jej to szło. Nawet na zakończenie postawiła kropkę nad i.
Trudno jest mi znaleźć więcej plusów tej książki. Wręcz wydaje mi się, że gdyby pominąć rozliczne nic niewnoszące do sprawy rozmowy książka stałaby się o połowę chudsza- ot taka dieta cud.
Zmęczyło mnie czytanie jej, akcja nie wciągała, zabrakło też tego co tak lubię czyli błyskotliwych dialogów z humorem i ciętych ripost.
Odniosłam też takie wrażenie, że autorka nie miała pomysłu na zakończenie. Najpierw do granic możliwości przeciąga „akcję”, którą później w minutę kończy i odkrywa wszystkie karty, a później jakby sobie przypomniała, że umówiła się w wydawcą na te 100 stron więcej, więc trzeba było coś wymyślić.
Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, zamówiłam krwisty stek dostałam dwa literackie liście sałaty.
Nie trudno się domyśleć – nie polecam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *