Recenzje

Magdalena Witkiewicz – Szkoła żon

Tytuł: Szkoła żon
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: Powieść współczesna
 
 
 Taka promocja!!
        Jakiś czas temu zobaczyłam, że wydawnictwo Filia przymierza się do wydania serii książek pt. Bestsellery na obcasach, w których mają się znaleźć książki Magdaleny Witkiewicz, Agnieszki Krawczyk i Krystyny Mirek. Z radością przyklasnęłam i stwierdziłam, że co jak co, ale tę serię mieć muszę. Gdy pierwsza książka ukazała się w kioskach z radością pobiegłam do sklepu, i już ją miałam. Moja!!!
Pierwsze rozczarowanie
        W domu w pośpiechu rozpakowywałam swój egzemplarz. I tutaj mina mi zrzedła. Ja rozumiem, że cena jest jaka jest, bo 15 zł to nie za wiele za książkę, tym bardziej, że pierwsza część była jeszcze tańsza, no ale bez przesady. Tekturowa okładka, niewiele twardsza od stron w środku, papier gazetowy, i to takich gazet drugiej kategorii. No nie…
Dla porównania powiem, że równolegle kupuję książki z serii Katarzyny Puzyńskiej, za tę samą cenę, dostaję je zdecydowanie lepszym gatunkowo papierze, a oprawa jest TWARDA! Można? Można!!
Autor – Magdalena Witkiewicz
        Dziś trudno mi powiedzieć dlaczego z takimi wypiekami na twarzy czekałam na Szkołę żon. Jedyne co przychodzi mi do głowy to była to kwestia tego, iż autorką jest Magdalena Witkiewicz. Przeczytałam kiedyś książkę, którą napisała wraz z Nataszą Sochą i była to najśmieszniejsza książka jaką przeczytałam w życiu. Zapewne mój mózg skojarzył nazwisko z przyjemnymi odczuciami i mnie zawiódł do sklepu bym kupiła inną powieść tej autorki. Ale zanim przejdę do treści jeszcze dwa słowa o autorce.
        Magdalena Witkiewicz jest absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańskiego Studium Bankowości oraz Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menadżerów. Dzisiaj jej życie zawodowe to przede wszystkim pisanie powieści, spotkania z czytelnikami, promowanie swoich książek.
Mieszka w Gdańsku z rodziną.
Na koncie ma już wiele powieści obyczajowych, są wydawane nie tylko w Polsce, ale także w Stanach Zjednoczonych. Najnowsza powieść pt. Ósmy cud świata ukaże się 13 września tego roku.
 O co tyle hałasu?
Wszystko zaczyna się od rozwodu. Julia świeżo upieczona rozwódka postanawia wybrać się z przyjaciółkami do pubu dla uczczenia zakończenia swojego małżeństwa. Tam między jednym drinkiem a drugim dzieją się dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że dosiada się do ich stolika przystojny Karol, a druga to fakt, że bierze udział w wizytówkowej loterii i tę loterię wygrywa. Nagrodą jest trzytygodniowy pobyt w Szkole Żon.
Julia pełna jest sprzecznych myśli, jednak decyduje się na ten wyjazd, przekonana, że co prawda nic ciekawego jej tam spotkać nie może, ale przynajmniej skorzysta ze SPA jednocześnie wykorzystując ostatnie tygodnie urlopu.
Pełna wątpliwości jest też Jadwiga, ponadpiędziesięcioletnia nauczycielka matematyki, która coraz bardziej oddala się od męża i ucieka w książki.
Jedyną, która wątpliwości nie ma jest Miśka. Michalina ma jasny cel, chce opanować do perfekcji techniki seksu oralnego, bo jej Misio jest z niej cały czas niezadowolony, a ona zrobi wszystko, żeby tylko go uszczęśliwić.
Tak zaczyna się ich wspólny urlop, który obfituje w liczne doznania, przede wszystkim te cielesne, znajdzie się też trochę rozczarowania, łez i jakże by inaczej intryga. Kobiety nieprzyzwyczajone do tego, że ich przyjemności mogą być równie ważne co ich mężczyzn ze zdumieniem odkrywają jak seks może być piękny i jak one w ciągu zaledwie trzech tygodni mogą zmienić sposób postrzegania siebie.
Tutaj Chłopi, a tam Cross
 
Kiedy próbuję znaleźć utwór, który byłby podobny do książki Magdaleny Witkiewicz, bądź byłby jakimś nawiązaniem do niego z ręką na sercu, ale jedyne co przychodzi mi do głowy to 50 twarzy Greya, którego zresztą znam tylko z opowiadań, bo sama nie czytałam. Ale jeśli spojrzeć na to inaczej, to przecież na dobrą sprawę większość utworów będzie pasować. Temat seksu, zdrady i intryg to motyw bardzo chodliwy, wystarczy przypomnieć sobie „Chłopów” Władysława Reymonta. Tam w poszukiwaniu cielesnych uciech i miłosnej bliskości zdradza i Antek, i Jagna, i Tereska.
Najbardziej gorącym i obrazoburczym romansem był związek Jagny i Antka. Antek zdradza żonę Hankę, Jagna zaś męża Macieja. Złamali tym samym prawa chrześcijańskie, społeczne i obyczajowe.
Normy zostają złamane też w Szkole żon, mąż Julki zdradza ją z sekretarką, mąż Jadwigi z coraz to nową koleżanką. Mąż Julii zachowuje się podobnie do Jagny, bo tak jak ona sypiała i z synem i z ojcem, tak i on sypiał, i z Julką, i z ze swoją asystentką. Reymont chciał podkreślić odwieczną obecność takich sytuacji w życiu, Magdalena Witkiewicz potwierdza jego tezę.
Wracając jednak do rozkoszy cielesnych, to z kolei kojarzy mi się z Trylogią Crossa, Sylvii Day, tam Gideon wielbił Evę i jego celem było spełniać jej marzenia, te seksualne również. To on sprawiał, że Eva czuła się tak bezwstydnie spełniona seksualnie.
Doskonale pamiętam tę sytuację, kiedy przed przyjęciem przyjeżdża do niej i przetrzymując jej ręce, kładzie ją na kanapie, podnosi piękną czerwoną suknię po to, żeby zaspokoić ją oralnie. To samo czynią masażyści w Szkole Żon, robią wszystko, aby kobieta poczuła się doceniona, zadbana i spełniona. Taki właśnie jest zamysł. SPA, masaże, kąpiele, pyszne jedzenie i przystojni mężczyźni, czegóż więcej można chcieć od życia?
Cóż…może miłości…
Czas na werdykt
Przeczytałam te książkę od początku do końca i z każdą stroną byłam coraz bardziej zniesmaczona. Nie praktykami seksualnymi, wszak nie obce mi toto, nie zdradami, o to kiedyś też się otarłam, ale całą historią i kierunkiem, w którym ona się potoczyła.
Szukałam odniesienia do lektur, wygrzebałam Chłopów, wygrzebałam Crossa, ale gdyby mnie ktoś zapytał do czego porównałabym tę powieść, podobno obyczajową z marszu powiedziałabym, że do Harlequina. I nie chodzi o to, że pogardzam romansami, po prostu są to książki nie dla mnie. Zaczytywałam się w nich jak miałam 15 lat, teraz tego typu cukierkowate historie, nawet jeśli zaplątana jest w nie jakaś zdrada do mnie nie przemawiają.
Trywialny język i banalne do bólu zębów dialogi.
Nie mogę przejść obojętnie obok tego, że autorka, przez całą książkę nie potrafiła znaleźć zamiennego słowa dla waginy i słowo „kobiecość” pojawiała się za każdym razem gdy mowa była o seksie, gdy ten seks był uprawiany, albo gdy ten seks był wspominany. Trudno mi przyjąć, że był to celowy zabieg autorki i miał czemuś służyć. Na dodatek, twórczyni książki na ostatniej stronie wyskakuje niczym przysłowiowy Filip z konopi ze słowem „cipka” i to mnie rozłożyło ostatecznie. Naprawdę bardzo chciałam się doszukać w tym jakiejś celowości i sensu, niestety. Dla mnie wszystko wskazuje na to, że w tej dziedzinie, niestety ale autorka nie odrobiła lekcji z synonimów.
        Pomysł na fabułę nie był zły, spodziewałam się po niej pikantnych historii okraszonych prawdziwymi życiowymi problemami. Dostałam nie do końca dopięta książkę, w której autorka miała pomysł, żeby przemycić tyle seksu ile się da bez głębszego sensu. Był seks w wannie, w saunie i przy drzewie, był na łóżku, i pewnie jakby było jeszcze jakieś 50 stron byłby też przy ścianie i na schodach. Nie neguje powieści erotycznych, ale tutaj potknęłam się o bezmiar seksu, który zresztą zawsze przebiegał w ten sam sposób, a który niczego nie wnosił.
        Powieść obyczajowa to określenie, którego również nie omieszkam zaczepić. Do takiego gatunku zaliczona jest ta opowiastka, a jak wiadomo, powieść obyczajowa to gatunek, w którym czytelnik ma szansę poznać społeczeństwo wraz ze wszystkimi regułami nim rządzącymi. Jak sama nazwa wskazuje koncentruje się na obyczajowości środowiska, które jest przez nią oddawane. Ja pytam zatem jakie tu obyczaje środowiska zostały oddane? Czego się dowiadujemy poza tym, ze ten zdradził tą, tamten tą i teraz po paru sesjach z masażystami wszyscy żyją szczęśliwie. Był jeden motyw, mianowicie alkoholizm jednej z bohaterek, była to próba pójścia w dobrym kierunku, urealnienie tej powieści, niestety. Poza kilkoma wzmiankami na tym autorka poprzestała. Wiem, może teraz trywializuje, ale według mnie kilka scen seksu i słodkie zakończenie nie czyni z tej powieści obyczajowej.
Co romansem jest niechaj romansem będzie nazwane.
        Narracja, mimo, że czyta się książkę szybko pozostawia wiele do życzenia. Miałam wrażenie, że cyklicznie występują zwroty, sformułowania, dialogi i opisy. Wiele z nich można by było wyciąć a książka świetnie by się bez nich obiła. Taki przykład: „Owinęła się ręcznikiem. Nie miała już na nic siły tego dnia. Wróciła do pokoju, gdzie położyła się od razu do łóżka. Zegar wskazywał dwadzieścia po jedenastej, a ona była już tak zmęczona jakby co najmniej miała wybiła półnóc”.
No, tak, że ten, chyba nie muszę tego więcej tłumaczyć.
Styl jakim napisana jest ta książka co najmniej mnie drażnił, podkreślanie oczywistości, to tak jak traktowanie czytelnika jako niespełna rozumu. Czuję się wtedy jakby autor nie wierzył w moją inteligencję. A co za tym idzie rozdrażniam się jeszcze bardziej co prowadzi do oczywistego czyli czytanie przestaje być relaksujące.
        Jest jedna rzecz, która Witkiewicz się udała mianowicie długość powieści. Jest to taka krótka książeczka, do poczytania na dwa, może trzy posiedzenia w wannie. Witkiewicz niepotrzebnie jej nie przedłużała, rach ciach osłodziła wszystkim życie i the end.
        Przeczytałam całą, jednak wiem już na pewno, że następnej części czyli “Pensjonatu marzeń” nie przeczytam, zrezygnowałam również z prenumeraty. 
        Tym razem nie polecam. 
        Jestem zdecydowanie na nie! 

 

1 thought on “Magdalena Witkiewicz – Szkoła żon”

  1. Cudowna recenzja z którą się zgadzam .Moim zdaniem kiepsko skrojona erotyczna opowiastka na bardzo niskim poziomie .A szkoda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *