Recenzje

Tomasz Jastrun – Kolonia karna. Sceny z życia małżeńskiego

 

Tytuł: Kolonia karna

Autor: Tomasz Jastrun

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategoria: Powieść

Od felietonu do powieści

Kocham czytać felietony w czasopismach, to mój ulubiony rodzaj artykułów. Tak poznałam właśnie twórczość Pana Tomasz Jastruna.
Niepokorne teksty  z ogromną dawką humoru. 
Z niecierpliwością czekałam na kolejne wydania czasopisma Zwierciadło, aż tu nagle dnia pewnego przeglądając niezwykle bogatą w genialne pozycje biblioteczkę natrafiłam na książkę tego autora pt. Kolonia karna. Już wtedy nie mogłam się doczekać kiedy się za nią zabiorę.

Krnąbrny typ

Kiedy wczytuję się w biografię autora już po pierwszym zdaniu wiem, że talent literacki jest u niego rodzinny. Syn poety Mieczysława Jastruna i poetki Mieczysławy Buczkówny, a on sam poeta, prozaik, eseista, felietonista, krytyk literacki, autor książek dla dzieci, długoletni współpracownik paryskiej „Kultury”.
Jego dorobek literacki jest tak bogaty, iż wiem, że każda kolejna przygoda z jego książką na pewno nie będzie nudna.
Jak czarne i białe
Tym co zwróciło moją uwagę na tę książkę była przede wszystkim przewrotna okładka. Początek z dwóch stron. Na jednej przedstawiona jest na białym tle biała suknia, niczym ślubna, z drugiej zaś czarny frak.
Główną ideą książki było przedstawienie dwóch spojrzeń na małżeństwo. Punkt widzenia żony i męża na te same sytuacje.
 Jesteśmy świadkami codzienności pary, która poznaje się przypadkiem na wsi, coś zaskakuje i bum mamy miłość od pierwszego wejrzenia. Później to już proza życia. I tę prozę właśnie mamy przyjemność oglądać, analizować, oceniać.
Trochę jak walki na ringu. Z tym właśnie skojarzyła mi się przedstawiona w książce sytuacja.
Ona w prawym narożniku, on w lewym, następuję gong i cała naprzód.
On narzeka, że seks jest coraz rzadziej, ona, że mąż się nie angażuje w obowiązki domowe. Wtedy on zarzuca jej, że jest przewrażliwiona na punkcie zdrowia, a ona mu na to, że całe zło jakie się dzieje jest przez niego. Unik, unik, lewy, prawy, cios. I tak przez całą książkę.
Uroku temu dodawał prosty acz bardzo dosadny język. To i podział na krótkie tytułowane rozdziały sprawiało, że książkę czytało się błyskawicznie, nie zdając sobie sprawy z upływającego czasu.
Nie oni pierwsi, nie oni ostatni
Tomasz Jastrun to nie jest autor który jako pierwszy, a tym bardziej jedyny podejmuje w swoim dziele temat małżeństwa. Przed nim  było już wielu, a jeden z nich to Ignacy Krasicki, który w swoim satyrycznym dziele przedstawia rozłam w małżeństwie z powodu różnic w gospodarowaniu pieniędzmi i ustalaniu priorytetów. Chodzi mi tutaj o utwór „Żona modna”.
Jak pamiętamy tytułowa żona była bogata z domu, a pogoni za modą i wygodą poczęła zapełniać dom zbytkami i kosztownościami. Zatrudniła służbę i wszystko co robiła było na francuską modłę.
W „Koloni karnej” autor również uwypukla kwestię marnotrawienia, z punktu widzenia męża pieniędzy przez żonę. Mimo rozlicznych kredytów, które wzięli ona nie przestaje trwonić majątku.
W tych dwóch historiach rozbieżność jaką można zauważyć to początek związku. U Pana Tomasz Jastruna była to miłość od pierwszego wejrzenia, a zatrzymały ich przy sobie kredyty.
W utworze Krasickiego natomiast męża pchnęła w objęcia małżonki chciwość a trzymała intercyza. Mąż rzecze:
Szliśmy drogą romansów, a czym się uśmiechał,
Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał,
Wiedziałem, żem niedobrze udawał aktora,
Modna Filis gardziła sercem domatora.
I ja byłbym wzgardził; ale punkt honoru,
A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru,
Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne,
Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne.
I znów przeskakując do „Kolonii karnej” widzimy, że zacna małżonka trwoniła pieniądze bez opamiętania, w związku z czym potrzebne były nowe pożyczki na spłatę starych zadłużeń, a jej wydatkom nie było końca:
„Jeśli mamy wysokie rachunki za prąd to dlatego, że ona godzinami suszy włosy i maniacko włącza piecyk olejowy, bo dzieci się przeziębią, a jej zawsze zimno. (…) Pieniądze nam wyciekają także dlatego, że ona ciągle biega do fryzjera, manikiurzystki, kosmetyczki, na masaże. Robi zakupy jedynie w drogich sklepach, często ekologicznych.”
        Wymieniając powiązania między tymi dwoma utworami nie da się pominąć kwestii mody.
Bohaterka Krasickiego chciała mieć wszystko co akurat było modne.
„Zdrowsza jejmość, zajeżdża angielska kareta.
Siada jejmość,a przy niej suczka faworyta.
Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,
Te od wódek pachnących, tamte od tabaczki,
Niosą pudło kornetów, jakiś kosz na fanty;
W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,
W drugiej sroka,dla ptaków jedzenie w garnuszku,
Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuńszku.”
Z kolei bohaterka Jastruna nie żałowała pieniędzy na usługi w salonach piękności, ekologiczne jedzenie czy nawet operacje plastyczne: „Niezbędne jej do życia kosmetyczki, fryzjerzy, fitness i pasy odchudzające. Kupiła cudowne kremy, które zapobiegają starzeniu się. Przyłapałem ją jak z wypiekami na twarzy czytała o odsysaniu tłuszczu. I podejrzewam, że zafundowała to sobie.”
Jak widać mimo, że owe kobiety żyły zupełnie różnych epokach to problem jaki je frasował był te sam, wewnętrzna potrzeba bycia modną co doprowadziło do szaleńczego wydawania pieniędzy, a to z kolei w jednym i drugim przypadku było źródłem niekończących się awantur. 
Wszak wiadomo, że pieniądze są jednym z najczęstszych powodów kłótni między małżonkami.
Totalny brak obiektywizmu
Spojrzałam na to z punktu widzenia mężczyzny, opowiedziałam się po ich stronie. Gdyby jednak przyjąć punkt widzenia żon zapewne również udałoby mi się uargumentować słuszność ich poczynań. Jednak dziś stanę po stronie mężczyzny.
Przywołanie utworu Ignacego Krasickiego pt. Żona modna miało na celu pokazanie jakim ponadczasowym problemem zajmuje się autor „Kolonii karnej” w swojej książce. Te dwa utwory oczywiście nie są jedynymi, które poruszają ów zagadnienie. Myślę, że jest to motyw tak uniwersalny, że mimo mnogości dzieł jakie już go poruszyło, jeszcze nie jeden utwór na ten temat powstanie.
Czas na werdykt
Książka „Kolonia karna” to przede wszystkim typ lektury przy której można sobie wypłakać oczy ze śmiechu. Niekontrolowane wybuchy mojego rechotu towarzyszyły mi przez cały czas czytania niejednokrotnie po nocach budząc moich domowników.
Pomysł na okładkę, a także przewrotną formę tej powieści zdecydowanie oceniam na plus. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i jestem oczarowana. Skakanie z punktu widzenia żony, na punkt widzenia męża już samo w sobie było dobrą zabawą.
Nie mogę autorowi nie przyznać tego, z czym mi samej jest najtrudniej. Bezstronniczość. Wykazał się niemałym obiektywizmem biorąc pod uwagę te dwie strony medalu. Na ogół człowiek w takich sytuacjach czuje się zobligowany do opowiedzenia się po którejś ze stron. Tutaj twórca powieści świetnie balansował między czernią a bielą.
Na pierwszy rzut oka można sobie powiedzieć, ot śmieszna historyjka, jednak im bardziej człowiek się w nią zagłębia tym bardziej zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, z ogromu problemów, z którymi parom przychodzi się zmierzyć. I kwestia podstawowa to jak bardzo spojrzenie dwóch osób na tą samą sytuację, ten sam problem może się diametralnie różnić. Stąd powiedzenie, że świat nie jest czarno- biały, to byłoby za proste, światem rządzą odcienie szarości.

 

Ta książka jest tego idealnym przykładem. Polecam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *