Życie na zakręcie

Oko za oko, ząb za ząb, a książka za recenzję!!

 
Tak sobie wymyśliłam
 
        Czy to będzie banał jak napisze, że o recenzowaniu marzyłam od zawsze? Będzie. Sama wiem, że będzie, poza tym nie od zawsze tylko od kilku lat.
Czytanie, owszem kocham od niepamiętnych czasów, jednak o pisaniu zaczęłam myśleć dopiero kilka lat temu. Zaczynałam pisanie bloga, usuwałam, odpuszczałam.
Tym razem się zawzięłam, a skoro to czytasz znaczy to, że trwam w tym zawzięciu nadal.
 
W niezgodzie ze sobą
 
        Każdemu książkoholikowi jak wiadomo marzy się biblioteczka, ale taka z prawdziwego zdarzenia, całe ściany w książkach.  Nie znam takiego, który by powiedział, że nie mam racji. I tu zmierzam do celu bo właściwie takie było wstępne założenie funkcjonalności mojego bloga. Miał mi przynieść profity w postaci bezpłatnych egzemplarzy książek.
A później wszystko się zmieniło.
Przewartościowałam absolutnie każdą myśl, która tego dotyczyła i dopiero teraz czuję się na właściwym miejscu.
        Wszystko było na dobrej drodze, najpierw napisała do mnie Pani Anna Bińkowska, która zaproponowała mi współpracę recenzencką dotyczącą książki pt. „Tu się nie zabija”. Egzemplarz otrzymałam, książkę czytało się bardzo przyjemnie, zresztą opinia o mojej książce jest tutaj.
        Schody zaczęły się wtedy gdy dostałam książkę od pewnego wydawnictwa. Książkę, która też mi się spodobała, a jednak nie zrobiła na mnie takiego WOW o jakim wszyscy krzyczeli. I właśnie tych zastrzeżeń nie opisałam, postanowiłam to przemilczeć. Wydawało mi się, że skoro dostaję książkę za darmo, w dodatku przedpremierowo to moja wdzięczność w postaci pozytywnej, niczym niezmąconej opinii jest oczywistością.
Opinię zamieściłam, a mi pozostał niesmak i wrażenie jakbym zdradziła samą siebie. Bo przecież nie do końca takie były moje odczucia, przecież miałam zastrzeżenia, chciałam wszystko inaczej, a wyszło jak wyszło.
 
Eureka!!
 
Podczas jednego ze spotkań z moim literackim guru 😀 Korektelką opowiedziałam jej o swoim kacu porecenzenckim i chyba potrzebowałam jak kania dżdżu tego tego co mi powiedziała.
Uświadomiła mi, że najważniejsze jest czyste sumienie i pisanie w zgodzie z samym sobą, a książki? Phi…pracuję, zarabiam, stać mnie jeszcze na to, żeby kupić sobie książkę, to raz, a dwa wszystkich książek świata, wszystkich nowości i tak nie jestem w stanie przeczytać, więc o co ten wyścig?
Od tamtego spotkania i olśnienia jakie na mnie spłynęło obiecałam sobie, że nie sprzedam się za książkę. Zawsze, absolutnie zawsze będę pisała w zgodzie ze sobą.
Może to nie będą opinie zgodne z ogólną oceną, może będę marudzić, wybrzydzać, wyśmiewać, ale zawsze będę to czynić tylko dlatego, że tak naprawdę czuję, a nie dlatego, że czuję się zobowiązana wobec wydawnictwa bo mi książkę przysłało.
        Nie chcę kategorycznie twierdzić, że wszyscy recenzenci piszą pod wydawnictwo. Ja mam wewnętrzny przymus wdzięczności i o sobie tutaj właśnie napisałam.
 
Co wy na to?
 
Zauważyłam, że często na Instagramie czy blogach książkowych głośno jest na temat pisania przychylnych recenzji za książkę.
Czy tak naprawdę jest? Pytam. Tak po prostu.
Jestem ciekawa, a nie wiem co mam myśleć, natomiast wyssanymi z palca wnioskami nie chciałabym nikogo obrazić.
        Pierwszą osobą, którą o to zapytałam była Kasia, która jeszcze współpracę z wydawnictwami ma przed sobą, oto co mi odpowiedziała:
„Gdyby udało mi się nawiązać współpracę będę pisać obiektywnie bo tak recenzuje książki, które czytam. (…) Wydaje mi się, że powinnam pisać to co czuje.”.
 
Trzymam mocno kciuki, żeby Kasia wytrwała w swoim postanowieniu i nie dała się wepchnąć w ramy wdzięczności tak jak to się stało ze mną.
 
Natomiast Bartosz z bloga …. Mówi wprost:
„Powszechnie mówi się, że jeżeli recenzent dostanie książkę jego recenzja/opinia powinna płynąć prosto z serca. Bo przecież najważniejsza jest szczerość. Niestety tak nie jest zawsze. Każdy się chwali ogromną ilością książek, które dostał od wydawnictwa do recenzji.
Mam kontakt ze sporą ilością ludzi z IG i często spotykam się z opiniami na Instastory “książka straszna”, “nie da się tego czytać” po czym na ich blogu ląduje recenzja – ” KONIECZNIE MUSICIE PRZECZYTAĆ – genialna”. Bardzo smutne, ale za to jakie prawdziwe.
Teraz jest moda na bycie recenzentem i każdy stara się o względy wydawnictw. Piszą super recenzje książki, która im się nie podoba. Boją się, że jeżeli napiszą prawdziwą opinię to wydawnictwo zakończy współpracę. Tutaj was zadziwię! Czasami to prawda. Spotkałem się z wydawnictwami małego kalibru ( 2 przypadki) kiedy dostałem książkę w postaci  ebook’a do recenzji i  po czasie odesłałem im moją recenzję , która była negatywna. W zwrotnej wiadomości dostałem odpowiedź, że dziękują za współpracę i nie życzą sobie, aby recenzja pojawiła się w social-mediach. To się naprawdę dzieje. Jeżeli chodzi o wydawnictwa większego kalibru to tam liczy się szczera opinia. 
Czy czuje się zobowiązany? TAK. Bardzo.
Wiem, że są osoby które na podstawie mojej recenzji decydują się na zakup danej książki. To zobowiązanie jest raczej wobec tych osób. Jesteśmy zobowiązani do szczerej opinii, ponieważ ktoś później czyta to co napisaliśmy, a jeżeli go przekonamy to zakupi daną książkę. 
Podsumowując moim zdaniem to, że dostaniesz za darmo książkę nie oznacza, że masz pisać same pozytywy. Oczywiście jeżeli Ci się podoba – jak najbardziej pisz. Ale jeżeli masz zastrzeżenia – napisz o tym. Tak wyrabiasz swoją markę w social mediach. Bardziej ludzie cenią prawdziwą opinię.
Niestety większość kont na IG leci na ilość. Ponieważ chcą dostać darmową książkę i boją się, że jeżeli napiszą negatywną recenzję wydawnictwo zakończy współpracę. „  
        
         Jestem zdumiona, cały czas myślałam o tym, że wydawnictwo może się poczuć obrażone gdy przeczyta u mnie nieprzychylną opinię na temat książki, którą mi przysłali, ale nie sądziłam, że mogą zabronić publikacji tejże i zakończyć współpracę.
Mój rozmówca zauważa bardzo istotną rzecz, jedyną osobą wobec której taki recenzent może i powinien czuć się zobowiązany jest Czytelnik. To dla niego i z myślą o nim powinniśmy pisać rzetelne recenzje.
        Bartosz ma rację jeszcze w jednym punkcie, otóż fakt jest taki, że na recenzowanie jest po prostu teraz moda, każdy chce to robić, a że nie każdy potrafi to już o tym się nie mówi. Darmowe książki kuszą do tego stopnia, że niektórzy są w stanie zaprzedać duszę i poglądy. Nie wszyscy, co pokazuje mój tekst, ale niestety wiele jest jeszcze takich osób w internecie. Pójście na ilość, a nie na jakość, przerost formy nad treścią to nagminne zjawisko wśród bookstagramów i blogów książkowych.
 
Recenzja czy opinia?
 
Jedna, tylko jedna osoba wśród zapytanych napisała mi, że na miano recenzenta trzeba sobie zasłużyć. Ona nie jest recenzentką bo nie ma w tym kierunku wykształcenia, nie prowadzi analizy, w których nawiązuje do klasyki literatury.
To zastanawiające, że tylko jedna potrafiła zauważyć jak nagminnie nadużywane jest słowo „recenzent”. I chwała jej za to. Tą osobą, która ujęła mnie swoją skromnością jest Ania Sukiennik.
Nie mogłam jej pominąć podejmując temat współpracy recenzenckiej z wydawnictwami, gdyż Ania zajmuje się tym już od dość dawna. W odpowiedzi na moje pytanie napisała:
„Jeszcze nigdy świadomość tego, że dostałam książkę “za darmo” od Wydawnictwa (czemu postawiłam cudzysłów – o tym dalej) nie wpłynęła na to, jak ocenię przeczytaną książkę. Dla mnie jest to kompletnym bezsensem bo jaką winę ponosi Wydawnictwo za to, że dana pozycja nie przypadła mi do gustu? Żadną,  to, że dokładnie wypunktuję co, gdzie, jak i dlaczego mnie nie zachwyciło nie znaczy, że sprzedaż danej książki drastycznie zmaleje…bo nie oszukujmy się, aż takiej siły przebicia nie ma żaden recenzent. Faktem pozostaje natomiast kwestia doboru słów i zaangażowania: recenzując książkę od Wydawnictw, z którymi współpracuję, staram się unikać wyrazów potocznych, wulgaryzmów. Innymi słowy – staram się bardziej, niezależnie od tego czy opinia jest pochlebna, czy wręcz przeciwnie. Bo rzeczywiście można napisać: książka była niefajna, beznadziejna, do du#y, ale można napisać także: sposób narracji zdecydowanie nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, kreacja postaci pozostawia wiele do życzenia, ponieważ były papierowe, mało realne, dialogi mało wiarygodne, itd. Innymi słowy, aby coś krytykować, należy poprzeć naszą krytykę konkretnymi przykładami – a nie – “bo nie”. Takie recenzje cenię, zarówno pisząc, jak i czytając u innych blogerów. Nie ma głaskania, przylizywania i zachwalania, bo można coś skrytykować w sposób i łagodny, i dosadny, ale z klasą.
Ci, którzy czytają moje recenzje i troszkę mnie znają, doskonale wiedzą kiedy rozpływam się w zachwytach, a kiedy książka nie robi na mnie dużego wrażenia.
Króciutko jeszcze o kwestii książki “za darmo”. Nie jestem rozentuzjazmowaną dzierlatką, która sika po nogawkach ze szczęścia, że dostała nową Jojo Moyes od wydawnictwa. Jeszcze stać mnie na książki, które chcę zrecenzować. Współpracuję z kilkoma wydawnictwami i ta liczba sukcesywnie się zmniejsza z prostej przyczyny – ja tego chcę. W mojej opinii rzetelna, dobra i wartościowa recenzja, darmowa reklama (wstawianie postów na fabebooku, na blogu, wstawianie zdjęć na Instagram, wstawianie recenzji na Lubimy czytać , na empik, matras, i inne strony) to jest potężna siła napędowa. Nieważne, czy recenzja jest dobra czy zła, ważne, że o książce wciąż się pisze, mówi, że zdjęcia się non stop przewijają na portalach społecznościowych, na grupach czytelniczych. I teraz – reasumując – czy naprawdę przeczytanie książki (minimum dwa dni), napisanie recenzji (minimum godzina) i kawał akcji reklamowej jest warta…25 zł? 30 zł? czyli tyle, ale kosztuje książka. No błagam, dlatego to sformułowanie “książka od wydawnictwa za darmo” jest lekko śmiechogenne jak dla mnie.
Dodam tylko, że istnieje grupa książek, które traktuję łagodniej (co nie znaczy, ze piszę, że są genialne, jeśli są kiepskie, po prostu używam słów i takich sformułowań, które nikogo nie zranią). Są to książki, które dostaję bezpośrednio od Autorów. Jeśli Autor prosi mnie o recenzje, wysyła książkę, to ja czuję się zobligowana do tego, aby nie uskutecznić maksymalnego “pojazdu” książki. Bo książka to takie trochę dziecko. Ja bym nie chciała, aby ktoś mojego Synka określił epitetem brzydki, niedopracowany, paskudny, jeśli już milej byłoby przeczytać “nie w moim guście”.
Nie sposób się z Anią nie zgodzić, co prawda darmowa książka przyciąga wielu chętnych, jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że tak zupełnie bezpłatna to ona nie jest. Rzeczywiście ilość czasu i pracy jakie musimy poświęcić jest zupełnie nieproporcjonalna do tego co zyskujemy. Ostatnio nawet Kasia z bloga Biały Notes wspomniała mi to tym podczas rozmowy. Ubolewa nad tym, że ilość stron internetowych na jakich wydawnictwo życzy sobie zamieszczenie opinii o książce jest zbyt duża, czasami jest to aż 10 różnych portali i księgarni. Ileż czasu nam to zabiera, który moglibyśmy poświęcić na czytanie czegoś co naprawdę lubimy.
 
Szczerość i tylko szczerość
 
W poszukiwaniu prawdy zajrzałam też do Ewy, instagramowej my_little_world_33 aby zadać jej nurtujące mnie pytanie, jej odpowiedź nie odbiegała zbytnio od ogólnego przekonania wszystkich moich rozmówców. Oto co powiedziała: „Wiesz, ja uważam, że jeśli się coś dostało za darmo to wcale nie oznacza, że trzeba się tym zachwycać, piać nad treścią i wychwalać pod niebiosa jeśli komuś się książka nie podoba. No tak, bo tak głupio pisać o „prezencie” w złych słowach. Ale przecież wydawnictwa powinny się z tym liczyć, tak? A czasami zła recenzja bardziej przekonuje do przeczytania niż ta dobra. Poza tym każdy ma inny gust. I zdanie sobie trzeba samemu wyrobić.”
 
Podobnego zdania jest Paulina: „A gdy chodzi o egzemplarz recenzyjny to piszę szczerze, gdzieś jest słabiej? Wtedy trzeba to napisać. Nie chciałabym chyba przeczytać jakiejś pochlebnej recenzji, kupić książkę i się mocno rozczarować bo ktoś inny napisał recenzję „pod redakcję””.
 
        Paulina zwraca uwagę na coś o czym wcześniej pisał już Bartosz, otóż pisząc recenzję nie piszemy jej dla siebie, nie piszemy też dla wydawnictwa, a piszemy przede wszystkim dla czytelników, którzy sugerując się nią podejmują decyzję czy książkę zakupią czy też nie. Wystarczy zawieść go raz, drugi, trzeci, a wtedy stracimy nie tylko wiarygodność, ale i jego samego.
 
Ceńmy swój czas
 
W mojej blogowo – instagramowej wędrówce zajrzałam także do Kasi  z bloga Biały Notes, która przyznaje otwarcie, że jednak nie od początku była taka twarda i niezależna: „ Powiem Ci szczerze, że na początku miałam z tym niemały problem. Po pierwsze głupio się czułam pisząc źle o tytule, który dostałam za darmo i starałam się pokazać również jego pozytywne strony. A poza tym zawsze jest ta nutka niepewności czy nie zerwą współpracy za negatywną recenzję. Ale po zastanowieniu stwierdzałam, że w sumie to nieważne bo chodzi o szacunek i uznanie czytelników. Jeśli czytelnicy będą mieli do mnie zaufanie to przełoży się to na wyświetlenia, a wtedy to wydawnictwom będzie zależeć bardziej niż mnie. Niestety na wielu blogach, tych nastoletnich pisanie dobrze o złej książce tylko dlatego, że dostało się ją za darmo jest nagminne. Ale przecież jakby się dobrze zastanowić to wydawnictwo dostaje od nas pracę za darmo i dostarcza tylko narzędzie niezbędne do jej wykonania. Dlatego piszę co myślę, nieistotne skąd pochodzi książka.”
        
        Mało kto i mało kiedy w wyścigu po darmowe książki nie dostrzega tego co u mnie już zauważyły dwie osoby, zdecydowanie Kasia i Ania mają rację, że to nie jest tak, że wydawnictwo robi nam ekstra prezent ofiarowując książkę. Dlaczego tak mało cenimy siebie i nie zauważamy jak czasochłonną pracę dla nich wykonujemy…za darmo.
 
        Podobnie do Kasi pisze też druga Ania: „No ja myślę, że z góry nie jest to narzucane, ale ludzie boja się, że jak napiszą, że coś jest do dupy to zostanie przerwana współpraca, zwłaszcza jak dopiero zaczynają. Później jakoś widać, że nabierają dystansu i potrafią napisać „to jest złe”. No i w sumie nie warto pisać tylko dobrych, przesłodzonych recenzji bo to wcale nie jest dobre i zniechęca. Jak widzę, że ktoś podjął współpracę z wydawnictwem i pisze początkowo „ochy”i „achy” myślę, że ok, poczekam co dalej. Ale jak ciągle jest tak samo to nabieram podejrzeń. Większość po jakimś czasie pisze już całkiem inaczej, bardziej szczerze. Takie trochę badanie gruntu.”
 
Dziś mogę wybierać
 
Nie będzie żadnym odkryciem jeśli powiem, że ci blogerzy, którzy mają już wyrobioną przez lata markę mogą więcej. Zapukałam do Agnieszki. Agnieszka pisze: …:”Hmm, może na początku mojej blogowej działalności miałam, kilka ładnych lat temu (opory przed napisaniem krytycznej recenzji; przyp. autorki). Teraz jeśli mi się coś nie spodoba to piszę co i dlaczego. Nie mam takich oporów. Zaś z drugiej strony wybieram książki, które sama bym kupiła, w pewnym stopniu jestem pewna tych wyborów. Maaaasie książek odmawiam.”
 
To bardzo komfortowa sytuacja, kiedy możemy podejmować się takiej współpracy tylko wtedy jeśli jej przedmiot nam odpowiada. Ale tutaj nasuwa się pytanie czy na takie zachowanie niezależności może pozwolić sobie tylko ktoś, kto ma już ustabilizowaną pozycję w social mediach? Czy wręcz przeciwnie, każdy, nawet nowicjusz może wybierać, być niezależnym i bronić swojego zdania?
 
Zdanie spoza okręgu
 
Na zakończenie postanowiłam jeszcze poprosić o wypowiedź kogoś, kto kocha czytać książki, jednak nie recenzuje ich. Nie ma więc ciśnienia na współpracę z wydawnictwami. To drugi Bartosz. Moje pytanie brzmiało czy uważa, że dzisiejsi książkowi blogerzy piszą recenzje nieszczere, a ich charakter jest pozytywny w ramach wdzięczności wydawnictwu za bezpłatny egzemplarz książki. Oto co odpowiedział: „Myślę, że część recenzentów na pewno, da się to odczuć po sposobie pisania. Ale wielu jest też takich, którzy są obiektywni, nie bojąc się tego iż wydawnictwo przestanie z nimi współpracować. Zresztą wiele też zależy od wydawnictwa. Wydaje mi się, że dla tych, dla których ważny jest profesjonalizm nie będą oponowały wobec nieprzychylnych opinii względem danej książki, gdyż będzie to dla nich sygnał wspomnianego już przeze mnie obiektywizmu osoby recenzującej. Ponad to bardziej zachęcają do przeczytania książki skrajne recenzje niż same pozytywne. Niestety innej części wydawnictw zależy na recenzentach, którzy będą się wypowiadać o ich książkach w samych superlatywach. A nie ukrywajmy, że interesownych recenzentów na IG jest multum. Ważna dla nich jest oglądalność profilu i właśnie to, że jak napiszą super recenzje to wydawnictwo ich ozłoci. „
 
I co teraz?
 
Nie powiem Ci, że masz pisać tylko dobrze, bądź nagle zerwać współpracę z wszystkimi wydawnictwami i być wolny od narzucania sobie poglądów. Bo kimże jestem by Ci coś sugerować?
 Ja mogę decydować tylko o sobie, co uczyniłam.
        Z wypowiedzi wszystkich osób, które zaprosiłam do przedstawienia swojego zdania jasno wynika jedna rzecz, nie można oceniać wszystkich taką samą miarą. Nie można wrzucić wszystkich do jednego worka z napisem „Recenzje na zawołanie, tutaj, teraz, zaraz”.
        Są ludzie, którzy robią to z pasją, w zgodzie ze sobą i mogą sobie po tym spojrzeć w oczy. Nic więcej nie trzeba tu dodawać. No może poza jednym pytaniem: a Ty? Sprzedajesz się za książkę?
 
Swoją opinią podzielili się:
  • Anna Sukiennik- tylkoskonczerozdzial.blogspot.com
  • Ksia– kasiaiksiazki.blogspot.de
  • Ksia Jóźwiak- bialynotes.pl
  • Ewa- www.instagram.com/my_little_world_33
  • Paulina- bookpleasure.blogspot.com
  • Ania- annrecenzuje.blogspot.com
  • Agnieszka- sol-shadowhunter.blogspot.com
  • Bartosz- bartoszczyta.blogspot.co.uk
  • Bartosz- www.instagram.com/mrbartoszq
Kochani dziękuję Wam bardzo!!
 
 

11 thoughts on “Oko za oko, ząb za ząb, a książka za recenzję!!”

  1. Rety…ale mi miło=) Monika=* dziękuję Ci Kochana=*
    przeczytałam calutki tekst – od deski do deski i fajnie byłoby gdyby trafił do jak największej liczby osób! Bo NAPRAWDĘ MOŻNA BYĆ W RECENZJACH SZCZERYM, mnie się udaje=)

  2. Kochana dziękuję Ci! :* To prawda, fajnie by było gdyby wszyscy mieli takie podejście, jak Wy w moim tekście. W marzeniach wierzę, że może chociaż jedną duszyczkę nawrócę. Jakby coś odeślę ją do Ciebie, niech się uczy od kogoś, kto jest w tym naprawdę dobry. :))) :*

  3. Dla mnie nawiązanie współpracy dale możliwość sięgnięcia po takie książki, po które być może bym nke sięgnęła,bo to nie mój gatunek literacki. Dzięki temu być może zdejme z siebie określone ramy, w których się zamknęła. Kolejnym plusem jest to, że poznam tytuły, być może które bym w księgarni ominęła, bo po prostu zginęły by w gąszczu innych książek, a nie miałyby wcześniej szerszej reklamy w social mediach. Dlatego nawiązałam współprace. Chcę pisać o różnych książkach l, a nie tylko tych, które raczej z góry wiem, że będą dobre. I tak już ze mną jest, że jak coś jest dobre, to piszę, że jest warte uwagi, a jak coś jest słabe, to wskazuje te niekoniecznie fajne strony…ale zaznaczam, że każdy ma swój gust. Ja lubię twórczość Nesbo, drugi powie, że nie mógł przebrnąć przez "Człowieka nietoperza". Jesteśmy różni i nke wszystko musi nam się jednakowo podobać. Ale…już kończąc swój wywód…
    Mam wrażenie, że wśród "recenzentów" dziś jest dużo…dzieci 🙂
    Dziękuję, że o mnie wspomniałaś. Edit: Współpraca już nawiązania. Także trzymaj kciuki za mój samorozwój 🙂
    Świetny materiał. Brawo.

  4. Jak miło znaleźć się w tak zacnym gronie 🙂 Rewelacyjny post Kochana. Dobrze jest poczytać też opinie innych osób na ten temat.
    Niestety, jest wielu recenzentów, których przesłodzone opinie niczego nie wnoszą. Wręcz przeciwnie – przecież niektórzy kierują się ich zdaniem, czytają czasem długie recenzje i kupują książkę, która okazuje się być słaba. Nie zła, ale najzwyczajniej w świecie słaba.
    Cieszę się, że istnieje grono recenzentów, którzy potrafią wyrazić własne zdanie i bardziej sięgnę po książkę polecaną właśnie kogoś takiego – szczerego blogera.

  5. Dziękuję!! I cieszę się z nawiązania przez Ciebie współpracy z wydawnictwami, mam nadzieję, że będziesz zadowolona, a ja z kolei będę mogła cieszyć oko i mózg Twoimi recenzjami.
    Natomiast jeśli chodzi o mój tekst, nie chodziło mi o to, żeby zanegować współpracę jako taką. Rozumiem korzyści jakie wypływają z takiego recenzowania dla wydawnictw i chociaż ja z tego w większości zrezygnowałam to nie potępiam recenzentów, byle tylko pisali w zgodzie ze sobą, co Ty jak sama napisałaś czynisz. Powodzenia i czekam na pierwsze recenzje. 🙂

  6. Widzisz Kochana ja już nieraz złapałam się właśnie na tym, że czytam opinie jaka książka jest genialna, a później kiedy ją czytam okazuje się, że nawet nie ma prawa startować o miano dobrej. To smutne, że tak wiele osób popełnia błąd nielojalności względem samego siebie i czytelnika biegnąc za wdzięcznością wydawnictwa. Cóż, nie wszystkich jesteśmy w stanie zmienić, jedyne co możemy to pisać w zgodzie ze sobą i bardzo skrupulatnie odsiewać ziarno od plew w tym receznzyjno- blogowym świecie. Buzia :****

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *